-Temari, musimy pogadać. Widzę że ta dziewczyna naprawdę mnie kocha...co prawdo dopiero wczoraj ją poznałem, ale czuje coś do niej, to dziwne prawda?
-Niekoniecznie dziwne. Pamiętasz jak ja miałam z Shikamaru? Też to było od pierwszego spotkania, tylko że my mieszkamy w odległych od siebie wioskach.
-Też prawda....to ile wy ze sobą już jesteście?
-Rok będzie za dwa dni. Mam zamiar się do niego wybrać i zrobić jakąś imprezkę. Też przyjdź, będzie niezła jazda.
-Zobaczymy jak zgram się w czasie z papierami treningami.
-Przecież możesz wziąć ze sobą Matsuri. Mógłbyś ją trenować w Konosze. Z resztą poprzez tą imprezę chcemy też trochę rozluźnić atmosferę po ostatnich wydarzeniach....jak Sakura zniknęła.
-Tak, Tsunade przesłała mi wszystkie informacje na ten temat, zapewne będą jej zaciekle szukać, to jedna z najlepszych medic-ninja.
-Miejmy nadzieję że się znajdzie, a teraz...musisz iść na trening. Tylko pamiętaj, nie daj się zbyt ponieść, ona jest bardzo krucha.
-Postaram się. nie wiesz może gdzie Kankurou?
-Z tego co wiem to w Konosze, u Ino.
-Ah, no tak zapomniałem, bywaj.
-No, na razie.
Znów zmierzał na plac, na którym wczoraj wszystko się zaczęło. Znów siedziała na tym kamieniu co wczoraj. Zapewne czekała na atak, bo zauważył jak jej mięśnie się napięły.
-Spokojnie, dzisiaj Cię nie zaatakuje. Poprowadzimy normalny trening, lecz najpierw zajmiemy się panowaniem nad twoją czakrą. Podczas ataku uwalniasz jej zbyt dużo. Powinnaś wiedzieć ile jest Ci jej potrzebne do konkretnego ataku a nie wywalać całą zawartość. Rozumiesz?
-Hai... tylko to nie jest proste. Panowałam nad nią, ale straciłam tą zdolność. Może to dlatego że po ostatniej misji natknęłam się na grupę pieczętujących ninja z wioski dźwięku. Założyli mi jakąś blokadę...na całych plecach mam jakiś dziwny znak. Gdy używaj jakiegoś jutsu, poprzez niego wydobywa się czakra.
-Dlaczego dopiero teraz to mówisz!Trzeba to szybko zdjąć! Pokaż mi te plecy...-dokończyłem spokojnie, nie chciałem na nią krzyczeć.
-A-Ale tak tutaj?! Ja pójdę do medic-ninja...oni mi to ściągną.
-Jestem twoim opiekunem a zarazem przywódcą wioski..powinnaś się mnie śłuchać.
-Ja wiem, ale to narusza moją prywatność. Nigdy przed nikim nie ściągnęłam bluzki i nie mam zamiaru zrobić tego teraz!
-Ja Ci próbuje pomóc!
-Ale ja nie chcę twojej pomocy! Sama sobie z tym poradzę!
Zachowanie tej dziewczyny coraz bardziej go denerwowało. Nie chciała dać sobie nawet pomoc, mimo iż tej pomocy potrzebowała. Nie miał innego wyjścia, musiał to zrobić siłą.
Kiedy lekko ochłonęła, z znienacka popchnął ją na ścianę tak aby stała do niej przodem. Ręce unieruchomił jej piaskiem a torsem przygniótł jej lekko plecy.
-Przestań! Co ty chcesz mi zrobić?
-Pomoc Ci. Ale widzę że po dobroci nie osiągnę celu, musiałem jakoś zadziałać.
Podwinął jej bluzkę do góry. Poczuł jak po jej ciele przechodzą ciarki. Spojrzał na jej plecy i zobaczył wielki czarny znak, który zdobił jej skórę.
-To blokada żywiołu. Mogę ją z Ciebie ściągnąć. Tylko się nie ruszaj, trochę zaboli....
Nie odezwała się, uznał to za pozwolenie. Mocniej ją przycisnął do ściany po czym wytworzył na sowich pięciu palcach okrągłe poduszeczki z czakry i przyłożył do jej pleców w pięć najbardziej czarnych miejsc.
Dziewczyna syknęła z bólu i zaczęła wierzgać nogami. Musiał je unieruchomić. Po dziesięciu minutach męki brunetki, w końcu dał jej spokój. Delikatnie osunęła się na ziemie, całkowicie wyczerpana.
-Spróbuj mnie teraz zaatakować-powiedział- Powinnaś już panować na czakrą, twój znak zniknął.Chociaż...poczekaj, ja Cię zaatakuję, a ty się obroń.
Ruszył pędem w jej stronę. Wykonał pisakowe ostrza. Matsuri z łatwością odparła je swoim blokującym atakiem, więc Gaara atakował dalej. Każdy jego atak odparowywała, zużywała o wiele mniej czakry niż poprzednio.
-Teraz się nadajesz do walki. Przełóżmy resztę treningu na jutro, a teraz chodźmy coś zjeść. Pewnie zgłodniałaś po tym wszystkim..
-Troszkę..-uśmiechnęła się- Ale, Gaara-sama....dziękuję że mi pomogłeś.
-To mój obowiązek jako twojego trenera. A teraz chodź ile można na Ciebie czekać.
-Chwileczkę....czy Ty właśnie mnie zapraszasz....
-Jak chcesz, może być to randka-wypalił, a jej i jego twarz oblał rumieniec.
-Ale nauczyciel nie może się umawiać z uczennicą.
-Nic nie poradzę na to że mi się podobasz.
Postanowił nic nie ukrywać, tylko spróbować czegoś.Chciał aby byli dla siebie kimś więcej.
Dziewczyna uśmiechnęła się i poszła za Gaarą. Ten wieczór spędzili w bardzo miłej atmosferze.
poniedziałek, 25 marca 2013
niedziela, 24 marca 2013
10. Gaara x Matsuri (1)
Suna:
Jak co ranek, Kazekage wioski piasku sortował papiery w swoim biurze. Dzisiaj miał pierwszy trening ze swoją podopieczną, niejaką Matsuri. Nie znał dziewczyny, ale wiedział o niej tyle że była od niego o dwa lata młodsza i również specjalizowała się w sztuce walki pisakiem.
-Gaara- do biura weszła Temari, siostra czerwonowłosego- Matsuri na Ciebie czeka na polu treningowym.
-Już idę.
Gdy dotarł do celu jego oczom ukazała się drobna dziewczyna o krótkich czekoladowo mlecznych włosach sięgających jej do ramion. Siedziała na wielkim kamieniu z boku pola treningowego. Zaintrygowała go, była bardzo atrakcyjna, jednak o dwa lata młodsza, a poza tym Przywódca wioski nie może się łapać na takie rzeczy jak wygląd.
Znienacka ją zaatakował, puszczając w jej stronę pisakową falę. Bez trudu odparła ten atak, jednak zużyła do tego zbyt dużo czakry. Powtórzył atak, lecz tym razem dziewczyna nie dała rady. Dostała pełną siłą i odleciała na parę metrów uderzając na końcu o podłoże, z trudem się podnosząc.
-Cholera....-mruknęła pod nosem.
-Dobrze się obroniłaś na początku, ale nie panujesz nad czakrą. gdybyś miała przed sobą silnego przeciwnika, już dawno byś nie żyła. On by miał całą czakrę a ty zaledwie odrobinę, wynik pojedynku byłby przesądzony.
-Tak, wiem...ale nie spodziewałam się ataku z zaskoczenia..
-A myślisz że wróg by Ci powiedział że zamierza Cię zaatakować?! Musisz trzymać gardę!-skarciłem ją.
-Gomen....
-Nie przepraszaj tylko weź się w garść. Za chwilę zaczynamy. Wiedz, że nie będę delikatny.
Po chwili przerwy stanęli na przeciw siebie. Gaara wydał rozkaz rozpoczynający walkę. Matsuri pierwsza natarła na czerwono-włosego. Był to wielki błąd , ponieważ Gaara jednym ruchem ją odrzucił i uderzył mocno w brzuch. Brunetka zaczęła pluć krwią.
-Jeżeli nie będziesz walczyć na poważnie skończysz w szpitalu, lub pod ziemią. Postaraj się trochę!
Młodego Kazekage ogarniał powoli szał, miał przed sobą zdolną dziewczynę która nie umiała wykorzystać swoich umiejętności. Chciał na niej odreagować, puściły wszelkie hamulce. Lecz zamiast chęci zabicia jej , poczuł chęć przywłaszczenia sobie jej tak aby była jego niewolnicą.
Szybko podszedł do niej i spojrzał w oczy. Na jej twarzy wykwitł rumieniec.
-Gaara!-usłyszał krzyk, jakby przez jakąś powłokę- Gaara, puść ją! Zabijesz ją!
Ocknął się z transu i spojrzał na uczennicę. Przeniósł wzrok na swoje ręce które były zaciśnięte wokół jej szyi. momentalnie je puścił. Podbiegła do niego Temari.
-Matsuri idź do medyków, aj muszę z nim pogadać.
Dziewczyna odeszła a Temari popatrzyła krzywo na swojego brata.
-Czyś Ty oszalał? Mogłeś ją zabić!
-Wiem, ale po prostu nie mogłem przestać. Ona na mnie działa w dziwny sposób.
-Gaara, nie bez powodu to ją wybrałam. Ta dziewczyna jest w Tobie zakochana....nie powinnam Ci tego mówić.
-Co takiego?! Zakochana we mnie!?
-A do kogo teraz mówię imbecylu! Oczywiście że w Tobie, ale sama CI tego nie powie, Chcę tylko zobaczyć czy Ty mógłbyś coś do niej poczuć.
-Jesteś niemożliwa...
-Wiem, ale może to że jestem uparta coś da. A teraz do zobaczenia idę z nią porozmawiać. Pewnie jest wystraszona. I nie mów jej o naszej rozmowie.
Był skołowany. Zaszedł do swojego biura. Porobił porządki po czym kazał wezwać do siebie jego uczennicę.
Weszła do jego pokoju trochę chwiejnym krokiem, wciąż była osłabiona o walce.
-Usiądź-pokazał miejsce na kanapie obok siebie.
Posłusznie wykonała polecenie, lecz się zawahała.
-Przepraszam- zaczął czerwony- Nie wiem co mnie opętało.
-Nic nie szkodzi, naprawdę. To była walka, powinnam bardziej się postarać.
-Zbyt chaotycznie zacząłem, mogłem Ci trochę popuścić.
-Ale mi naprawdę nic nie jest!-krzyknęła na Kazekage po czym chwyciła się za usta- przepraszam...-bąknęła.
-Hmm...? Pierw jesteś nieśmiała a teraz nawet na mnie krzyknęłaś, niezłe z Ciebie ziółko- uśmiechnął się do niej zalotnie.
Lecz szybko skarcił się w myślach za takie zachowanie. Nie powinien. Chodź przekonał się o tym że Temari mówiła prawdę. Ta dziewczyna naprawdę do niego coś czuła.Znosiła ten ból tylko dlatego że to był ON.
-Naprawdę....Dlaczego się tak rumienisz..?- zapytał z zaciekawieniem, chodź wiedział czemu tak jest.
-Ja...j-jaaa tak po prostu, może to gorączka, najlepiej już pójdę.- wstała lecz potknęła się o nóżkę stolika i poleciała w tył prosto w moje ramiona.
Poczuł miłe mrowienie w okolicach brzucha. Zamiast ją wypuścić przytulił ją mocniej do siebie. Tak pięknie pachniała. Wyglądała na lekko zdezorientowaną jego zachowaniem ale nie sprzeciwiała się temu co robił. Po chwili wypuścił ją a ona zaczęła mu się przypatrywać.
-Dlaczego to zrobiłeś....
-Nie wiem, po prostu musiałem, wybacz.
-Rozumiem...to ja już pójdę.
Nie chciał jej wypuszczać ale musiał. ruszyła w stronę drzwi i wyszła z gabinetu. Przez całą noc chłopak widział przed sobą jej twarz, czuł jej zapach..... Wiedział że nie jest dla niego obojętna, lecz nie mógł powstrzymać swoich demonów, które za wszelką cenę chciały tą dziewczynę przyprzeć do muru tak aby mogły się nią nacieszyć sprawiając jej ból...
Jak co ranek, Kazekage wioski piasku sortował papiery w swoim biurze. Dzisiaj miał pierwszy trening ze swoją podopieczną, niejaką Matsuri. Nie znał dziewczyny, ale wiedział o niej tyle że była od niego o dwa lata młodsza i również specjalizowała się w sztuce walki pisakiem.
-Gaara- do biura weszła Temari, siostra czerwonowłosego- Matsuri na Ciebie czeka na polu treningowym.
-Już idę.
Gdy dotarł do celu jego oczom ukazała się drobna dziewczyna o krótkich czekoladowo mlecznych włosach sięgających jej do ramion. Siedziała na wielkim kamieniu z boku pola treningowego. Zaintrygowała go, była bardzo atrakcyjna, jednak o dwa lata młodsza, a poza tym Przywódca wioski nie może się łapać na takie rzeczy jak wygląd.
Znienacka ją zaatakował, puszczając w jej stronę pisakową falę. Bez trudu odparła ten atak, jednak zużyła do tego zbyt dużo czakry. Powtórzył atak, lecz tym razem dziewczyna nie dała rady. Dostała pełną siłą i odleciała na parę metrów uderzając na końcu o podłoże, z trudem się podnosząc.
-Cholera....-mruknęła pod nosem.
-Dobrze się obroniłaś na początku, ale nie panujesz nad czakrą. gdybyś miała przed sobą silnego przeciwnika, już dawno byś nie żyła. On by miał całą czakrę a ty zaledwie odrobinę, wynik pojedynku byłby przesądzony.
-Tak, wiem...ale nie spodziewałam się ataku z zaskoczenia..
-A myślisz że wróg by Ci powiedział że zamierza Cię zaatakować?! Musisz trzymać gardę!-skarciłem ją.
-Gomen....
-Nie przepraszaj tylko weź się w garść. Za chwilę zaczynamy. Wiedz, że nie będę delikatny.
Po chwili przerwy stanęli na przeciw siebie. Gaara wydał rozkaz rozpoczynający walkę. Matsuri pierwsza natarła na czerwono-włosego. Był to wielki błąd , ponieważ Gaara jednym ruchem ją odrzucił i uderzył mocno w brzuch. Brunetka zaczęła pluć krwią.
-Jeżeli nie będziesz walczyć na poważnie skończysz w szpitalu, lub pod ziemią. Postaraj się trochę!
Młodego Kazekage ogarniał powoli szał, miał przed sobą zdolną dziewczynę która nie umiała wykorzystać swoich umiejętności. Chciał na niej odreagować, puściły wszelkie hamulce. Lecz zamiast chęci zabicia jej , poczuł chęć przywłaszczenia sobie jej tak aby była jego niewolnicą.
Szybko podszedł do niej i spojrzał w oczy. Na jej twarzy wykwitł rumieniec.
-Gaara!-usłyszał krzyk, jakby przez jakąś powłokę- Gaara, puść ją! Zabijesz ją!
Ocknął się z transu i spojrzał na uczennicę. Przeniósł wzrok na swoje ręce które były zaciśnięte wokół jej szyi. momentalnie je puścił. Podbiegła do niego Temari.
-Matsuri idź do medyków, aj muszę z nim pogadać.
Dziewczyna odeszła a Temari popatrzyła krzywo na swojego brata.
-Czyś Ty oszalał? Mogłeś ją zabić!
-Wiem, ale po prostu nie mogłem przestać. Ona na mnie działa w dziwny sposób.
-Gaara, nie bez powodu to ją wybrałam. Ta dziewczyna jest w Tobie zakochana....nie powinnam Ci tego mówić.
-Co takiego?! Zakochana we mnie!?
-A do kogo teraz mówię imbecylu! Oczywiście że w Tobie, ale sama CI tego nie powie, Chcę tylko zobaczyć czy Ty mógłbyś coś do niej poczuć.
-Jesteś niemożliwa...
-Wiem, ale może to że jestem uparta coś da. A teraz do zobaczenia idę z nią porozmawiać. Pewnie jest wystraszona. I nie mów jej o naszej rozmowie.
Był skołowany. Zaszedł do swojego biura. Porobił porządki po czym kazał wezwać do siebie jego uczennicę.
Weszła do jego pokoju trochę chwiejnym krokiem, wciąż była osłabiona o walce.
-Usiądź-pokazał miejsce na kanapie obok siebie.
Posłusznie wykonała polecenie, lecz się zawahała.
-Przepraszam- zaczął czerwony- Nie wiem co mnie opętało.
-Nic nie szkodzi, naprawdę. To była walka, powinnam bardziej się postarać.
-Zbyt chaotycznie zacząłem, mogłem Ci trochę popuścić.
-Ale mi naprawdę nic nie jest!-krzyknęła na Kazekage po czym chwyciła się za usta- przepraszam...-bąknęła.
-Hmm...? Pierw jesteś nieśmiała a teraz nawet na mnie krzyknęłaś, niezłe z Ciebie ziółko- uśmiechnął się do niej zalotnie.
Lecz szybko skarcił się w myślach za takie zachowanie. Nie powinien. Chodź przekonał się o tym że Temari mówiła prawdę. Ta dziewczyna naprawdę do niego coś czuła.Znosiła ten ból tylko dlatego że to był ON.
-Naprawdę....Dlaczego się tak rumienisz..?- zapytał z zaciekawieniem, chodź wiedział czemu tak jest.
-Ja...j-jaaa tak po prostu, może to gorączka, najlepiej już pójdę.- wstała lecz potknęła się o nóżkę stolika i poleciała w tył prosto w moje ramiona.
Poczuł miłe mrowienie w okolicach brzucha. Zamiast ją wypuścić przytulił ją mocniej do siebie. Tak pięknie pachniała. Wyglądała na lekko zdezorientowaną jego zachowaniem ale nie sprzeciwiała się temu co robił. Po chwili wypuścił ją a ona zaczęła mu się przypatrywać.
-Dlaczego to zrobiłeś....
-Nie wiem, po prostu musiałem, wybacz.
-Rozumiem...to ja już pójdę.
Nie chciał jej wypuszczać ale musiał. ruszyła w stronę drzwi i wyszła z gabinetu. Przez całą noc chłopak widział przed sobą jej twarz, czuł jej zapach..... Wiedział że nie jest dla niego obojętna, lecz nie mógł powstrzymać swoich demonów, które za wszelką cenę chciały tą dziewczynę przyprzeć do muru tak aby mogły się nią nacieszyć sprawiając jej ból...
9.
Kto by pomyślał że tak ciężko będzie mi pójść z nią porozmawiać i być przy tym obojętnym. Poniekąd wytłumaczyłem jej swoją sytuację jak odchodziłem, ale to nie do końca była prawda. Teraz kiedy sobie przypomnę...
" -Ja od jutro będę zupełnie innym człowiekiem. W naszym klanie istnieje taka jakby klątwa, że jak osiągasz pewien wiek stajesz się po prostu....że tak powiem wyrachowanym skurwielem. Nie wiem co ma na to wpływ. Po prostu wszystkich traktuje niżej od siebie i znęcam się nad ludźmi. Mój ojciec ma to samo.Nie wiem jak matka go znosi. Nie że ją bije czy coś...on po prostu lubi wszystko na ostro, a ona się na wszystko zgadza, bo go kocha. Nie chcę taki być, ale jutro wypada ten dzień kiedy...
-Dlatego Cię proszę, trzymaj się ode mnie z daleka, bo wiem że jak Cię zobaczę, to siłą sobie ciebie przywłaszczę, a wtedy nie będzie Ci lekko... Będziesz przeze mnie wykorzystywana. A więc obiecaj mi że nie pokażesz mi się więcej na oczy."
Nie do końca było to prawdą. Co racja to racją, stałem się agresywny i traktuje ludzi z wyższością. Lubie też sobie wszystkich podporządkowywać. Każda dziewczyna która się do mnie przymilała kończyła w taki sam sposób. Wykorzystywałem je....potrafiąc przy tym sprawiać im ból, i to ogromy, ale one traktowały to jako przyjemność. Jednak budziły się rano i przeklinały mnie w każdy możliwy sposób...Jednak nie to mnie najbardziej przerażało. Mówiąc to Sakurze, trochę pokoloryzowałem,lecz moje obawy i tak się sprawdzają. Wtedy tak bardzo jej pragnąłem...lecz teraz to się nasiliło, i nie jest to zwykłe pożądanie, nie tylko cielesne...Moje uczucia wzrosły, ale na pierwszy plan wysuwa się moje nowe JA, czyli chciałbym z nią się pobawić i ją wykorzystać, podporządkować sobie, aby była zawsze na moją wyłączność. Wiem że by się opierała i wtedy nie byłbym taki pobłażliwy.
Doszedłem do pokoju różowo-włosej i delikatnie uchyliłem drzwi. Siedziała przy stoliku oparta na łokciach i myślała o czymś. Moja krew coraz bardziej buzowała, trudno było mi się powstrzymać, aby się na nią nie rzucić.
-To ty..-powiedziała wstając.
-A kogo innego się spodziewałaś. W końcu jesteś moim więźniem- mówiłem chłodno, tak jak radził mi to Pain- sprawdzam tylko czy Kabuto dobrze wykonał swoją robotę.
-Och, jakiś Ty troskliwy, zaraz się rozpłaczę.
-Lepiej zrzuć z tonu jeżeli nie chcesz powtórki- zauważyłem że się wzdrygnęła.
-Nie boje się Ciebie Sasuke-kun... nie teraz. Może gdybym była tą dziewczyną co parę miesięcy temu, drżałabym teraz ze strachu bojąc się śmierci. Lecz nie jestem TAMTĄ Sakurą, jestem zupełnie nowa. Zapewne to zawuwżyłeś.
-Nie zaprzeczę. Zmieniłaś się trochę. Jesteś bardziej irytująca.
-Miło że chociaż pamiętasz takie rzeczy...już kiedyś mi powiedziałeś to samo... Jak odszedłeś z Konohy do Orochimaru. Pamiętasz?
-Coś mi tam świta.
Musiałem trzymać nerwy na wodzy i nie dać się jej w coś wplątać. Zauważyłem że próbuje mi przypomnieć chwile które spędziliśmy razem. Miała nadzieję że dzięki temu wrócę do wioski. Co jak co, ale nadal można było z niej czytać jak z otwartej księgi.
-Sasuke...-powiedziała prawie szeptem.
Jej głos omamiał, zatapiałem się w nim coraz bardziej. Takiej wersji Sakury jeszcze nie widziałem.
-Czujesz jeszcze coś do mnie?-dokończyła niepewnie.
Zadziałało to na mnie jak szklanka zimnej wody, a raczej jak wskoczenie do zamarzniętego stawu. Wiedziałem co powinienem powiedzieć. Moja odpowiedź powinna brzmieć "nie", mimo iż czułem ci innego. Nie chciałem jej stracić, nie teraz kiedy znów mogę mieć ją tak blisko siebie.
-Nie będę Ci odpowiadał na takie głupie pytania,myśl Sobie co chcesz.
-Głupie pytania powiadasz.... dla Ciebie może tak. W końcu teraz jesteś zimny jak skała, twoje serce zamieniło się nieodwracalnie w lód. Jesteś jak zwykła marionetka, która nie kieruje się niczym innym niż rządzą zemsty i nienawiści.
Nie mogłem dłużej tego słuchać, musiałem zareagować. Chwyciłem ją za szyję i przycisnąłem do ściany lekko zaciskając palce.
-Myślisz że z kim Ty sobie pogrywasz, co? Ja jestem nikim? Za to ty jesteś beznadziejną dziewczyną która ma złudne nadzieję na to że wrócę do wioski.Tak Sakura, wciąż można z Ciebie czytać jak z otwartej księgi. Jesteś żałosna..
-Jestem żałosna bo próbuje odzyskać przyjaciela? Ty chyba na głowę upadłeś! Pomyśl o Naruto! Dobrze wiesz że on nie odpuści! Będzie Cię szukał! Zawsze będzie miał nadzieję że wrócisz!
-To widocznie się rozczaruje!
-Jesteś żałosny! Jak można być takim obojętnym! Nienawidzę Cię! Słyszysz?! Nienawidzę!
Nie zdążyłem odskoczyć. Oplotła swoją rękę czakrą i rozcięła mi lekko brzuch. Ogarnęła mnie furia. Rzuciłem nią w odległy kąt pokoju. Bandaże na jaj klatce piersiowej przybrały kolor purpury, jej rana się ponownie otwarła. Jeżeli nadal bym ją bił, znowu mogłaby być w ciężkim stanie.
-Potraktuj to jako nauczkę- powiedziałem z dominacją w głosie- Gdybyś była zdrowa, nie odpuściłbym Ci, leżałabyś teraz we własnej krwi.
-Hmm, ciekawe. Lecz nie ignoruj mnie, nie jestem już taka słaba.
-I tak się sam o tym przekonam. Jak wyzdrowiejesz zaczniemy wyciągać z Ciebie informacje odnośnie wioski. Nie uda Ci się wyjść z tego bez szwanku. Ja zawsze wygrywam.
-Nie podniecaj się tak, mam jeszcze parę asów w rękawie. Nie wydam wioski.
-To się okaże....
Podniosłem ją i lekko rzuciłem na łóżko po czym siadłem obok niej, trzymając jej ręce nad jej głową....
**********************************
Usiadł koło mnie blokując mi ręce i delikatnie odsunął mi włosy z szyi. Z niesamowitym tempem wbił mi w bark ostrze swojego miecza. Czułam jak przeszywa mnie ból, niesamowicie nieznośny...nie był zwyczajny. Poczułam jak wokół miecza wypala się znak. Gdy odsunął miecz, ból ustał.
-Coś Ty mi do cholery zrobił idioto!- wydarłam się na niego z oburzeniem.
-To pieczęć.
-Sama to zauważyłam! Ale po cholerę mi to!
-Blokuje ona przepływ twojej czakry w ciele. Nie możesz wykonać żadnego jutsu, a jeżeli będziesz próbować.... pieczęć będzie Cię atakować Twoją własną mocą. Znasz siebie, więc wiesz że nie bedzie Ci łatwo to wszystko przetrzymać.
-Nie jestem Twoją niewolnicą! Usuń to w tej chwili!
-Nie ma takiej opcji, złotko- puścił moje ręce a chwycił mnie pod podbródek- Tak będzie lepiej i dla mnie i dla Ciebie. Więc od tej chwili musisz na Siebie uważać, bo nie masz czym się bronić , a jak wyprowadzisz mnie z równowagi nie będzie już tak miło i wspaniale.
-Nie boję się śmierci Sasuke. Bardziej się boję tego co mnie może tam czekać, bo nie chce zostać wskrzeszona i walczyć przeciwko przyjaciołom.
-A więc sprawię że zaczniesz się bać śmierci.
Zbliżył się i pocałował mnie. Były to bardzo zachłanne pocałunki, co chwila przygryzał moją wargę, a po moim ciele przechodziły miłe ciarki. Musiał to zauważyć, bo po chwili pogłębił pocałunek. Jego usta ostatni raz musnęły moje, a on zaś zaczął się mi przypatrywać.
-Podoba Ci się to...moja mała głupia Sakuro. Twoje ciało drży- przejechał palcem po mojej tali, a moje policzki oblał szkarłatny rumieniec- Jesteś taka dziewczęca. No cóż, ale mam już na Ciebie sposób....
*********************
Odwróciłem się i wyszedłem z pomieszczenia. Zostawiłem ją samą ze swoimi myślami. nadal miałem na nią takie działanie jak kiedyś. Nie zrobiłbym tego gdyby mi wcześniej nie powiedziała że mnie nienawidzi. Musiałem sprawdzić czy to prawda....
-Już jestem- powiedziałem stając w progu wielkiego pokoju w którym się wszyscy znajdowali- Kabuto, idź ją opatrz, trochę mnie poniosło.
-Boże, następnym razem sam będziesz ją opatrywał- rzucił i wyszedł.
Spojrzałem na kanapę na której siedział mój brat z Deidarą. Całowali się....widziałem tylko ich obślizgłe języki które wpychali sobie do gardeł.
-Przestańcie, to ochydne- rzuciłem.
-Nie dal nas-odpowiedział Itachi odrywając się od blondyna, lecz kiedy skończył mówić, partner spowrotem go do siebie przyciągnął i zaczął delikatnie całować.
-To przynajmniej nie róbcie tego przy mnie...
-Wedle życzenia. Dei..chodź do sypialni. Tam może być o wiele ciekawiej.
Blondyn bez zawahania udał się za moim bratem uśmiechając się pod nosem. To było obleśne.
-A Ty Pain?- zacząłem- jak tam Ci idzie z Konan?-rudzielec zaczerwienił się gdy wspomniałem o niebisko-włosej.
-Ujdzie, chociaż nadal z nią nie rozmawiałem o tym co czuję. Jest bardzo skryta...
-Po prostu jej to jak najszybciej powiedz, uwierz mi, wyjdzie Ci to na dobre. Co jak co,ale z nią mam najlepsze stosunki.
-Postaram się, dzięki za radę.....
*****************************************
Mam nadzieję że jest ok :> Teraz w tym momencie zacznę wprowadzac kolejny wątek milosny do opowiadania , będą się ze sobą naprzemian przeplatać :> Matsuri x Gaara , może byc?:3
" -Ja od jutro będę zupełnie innym człowiekiem. W naszym klanie istnieje taka jakby klątwa, że jak osiągasz pewien wiek stajesz się po prostu....że tak powiem wyrachowanym skurwielem. Nie wiem co ma na to wpływ. Po prostu wszystkich traktuje niżej od siebie i znęcam się nad ludźmi. Mój ojciec ma to samo.Nie wiem jak matka go znosi. Nie że ją bije czy coś...on po prostu lubi wszystko na ostro, a ona się na wszystko zgadza, bo go kocha. Nie chcę taki być, ale jutro wypada ten dzień kiedy...
-Dlatego Cię proszę, trzymaj się ode mnie z daleka, bo wiem że jak Cię zobaczę, to siłą sobie ciebie przywłaszczę, a wtedy nie będzie Ci lekko... Będziesz przeze mnie wykorzystywana. A więc obiecaj mi że nie pokażesz mi się więcej na oczy."
Nie do końca było to prawdą. Co racja to racją, stałem się agresywny i traktuje ludzi z wyższością. Lubie też sobie wszystkich podporządkowywać. Każda dziewczyna która się do mnie przymilała kończyła w taki sam sposób. Wykorzystywałem je....potrafiąc przy tym sprawiać im ból, i to ogromy, ale one traktowały to jako przyjemność. Jednak budziły się rano i przeklinały mnie w każdy możliwy sposób...Jednak nie to mnie najbardziej przerażało. Mówiąc to Sakurze, trochę pokoloryzowałem,lecz moje obawy i tak się sprawdzają. Wtedy tak bardzo jej pragnąłem...lecz teraz to się nasiliło, i nie jest to zwykłe pożądanie, nie tylko cielesne...Moje uczucia wzrosły, ale na pierwszy plan wysuwa się moje nowe JA, czyli chciałbym z nią się pobawić i ją wykorzystać, podporządkować sobie, aby była zawsze na moją wyłączność. Wiem że by się opierała i wtedy nie byłbym taki pobłażliwy.
Doszedłem do pokoju różowo-włosej i delikatnie uchyliłem drzwi. Siedziała przy stoliku oparta na łokciach i myślała o czymś. Moja krew coraz bardziej buzowała, trudno było mi się powstrzymać, aby się na nią nie rzucić.
-To ty..-powiedziała wstając.
-A kogo innego się spodziewałaś. W końcu jesteś moim więźniem- mówiłem chłodno, tak jak radził mi to Pain- sprawdzam tylko czy Kabuto dobrze wykonał swoją robotę.
-Och, jakiś Ty troskliwy, zaraz się rozpłaczę.
-Lepiej zrzuć z tonu jeżeli nie chcesz powtórki- zauważyłem że się wzdrygnęła.
-Nie boje się Ciebie Sasuke-kun... nie teraz. Może gdybym była tą dziewczyną co parę miesięcy temu, drżałabym teraz ze strachu bojąc się śmierci. Lecz nie jestem TAMTĄ Sakurą, jestem zupełnie nowa. Zapewne to zawuwżyłeś.
-Nie zaprzeczę. Zmieniłaś się trochę. Jesteś bardziej irytująca.
-Miło że chociaż pamiętasz takie rzeczy...już kiedyś mi powiedziałeś to samo... Jak odszedłeś z Konohy do Orochimaru. Pamiętasz?
-Coś mi tam świta.
Musiałem trzymać nerwy na wodzy i nie dać się jej w coś wplątać. Zauważyłem że próbuje mi przypomnieć chwile które spędziliśmy razem. Miała nadzieję że dzięki temu wrócę do wioski. Co jak co, ale nadal można było z niej czytać jak z otwartej księgi.
-Sasuke...-powiedziała prawie szeptem.
Jej głos omamiał, zatapiałem się w nim coraz bardziej. Takiej wersji Sakury jeszcze nie widziałem.
-Czujesz jeszcze coś do mnie?-dokończyła niepewnie.
Zadziałało to na mnie jak szklanka zimnej wody, a raczej jak wskoczenie do zamarzniętego stawu. Wiedziałem co powinienem powiedzieć. Moja odpowiedź powinna brzmieć "nie", mimo iż czułem ci innego. Nie chciałem jej stracić, nie teraz kiedy znów mogę mieć ją tak blisko siebie.
-Nie będę Ci odpowiadał na takie głupie pytania,myśl Sobie co chcesz.
-Głupie pytania powiadasz.... dla Ciebie może tak. W końcu teraz jesteś zimny jak skała, twoje serce zamieniło się nieodwracalnie w lód. Jesteś jak zwykła marionetka, która nie kieruje się niczym innym niż rządzą zemsty i nienawiści.
Nie mogłem dłużej tego słuchać, musiałem zareagować. Chwyciłem ją za szyję i przycisnąłem do ściany lekko zaciskając palce.
-Myślisz że z kim Ty sobie pogrywasz, co? Ja jestem nikim? Za to ty jesteś beznadziejną dziewczyną która ma złudne nadzieję na to że wrócę do wioski.Tak Sakura, wciąż można z Ciebie czytać jak z otwartej księgi. Jesteś żałosna..
-Jestem żałosna bo próbuje odzyskać przyjaciela? Ty chyba na głowę upadłeś! Pomyśl o Naruto! Dobrze wiesz że on nie odpuści! Będzie Cię szukał! Zawsze będzie miał nadzieję że wrócisz!
-To widocznie się rozczaruje!
-Jesteś żałosny! Jak można być takim obojętnym! Nienawidzę Cię! Słyszysz?! Nienawidzę!
Nie zdążyłem odskoczyć. Oplotła swoją rękę czakrą i rozcięła mi lekko brzuch. Ogarnęła mnie furia. Rzuciłem nią w odległy kąt pokoju. Bandaże na jaj klatce piersiowej przybrały kolor purpury, jej rana się ponownie otwarła. Jeżeli nadal bym ją bił, znowu mogłaby być w ciężkim stanie.
-Potraktuj to jako nauczkę- powiedziałem z dominacją w głosie- Gdybyś była zdrowa, nie odpuściłbym Ci, leżałabyś teraz we własnej krwi.
-Hmm, ciekawe. Lecz nie ignoruj mnie, nie jestem już taka słaba.
-I tak się sam o tym przekonam. Jak wyzdrowiejesz zaczniemy wyciągać z Ciebie informacje odnośnie wioski. Nie uda Ci się wyjść z tego bez szwanku. Ja zawsze wygrywam.
-Nie podniecaj się tak, mam jeszcze parę asów w rękawie. Nie wydam wioski.
-To się okaże....
Podniosłem ją i lekko rzuciłem na łóżko po czym siadłem obok niej, trzymając jej ręce nad jej głową....
**********************************
Usiadł koło mnie blokując mi ręce i delikatnie odsunął mi włosy z szyi. Z niesamowitym tempem wbił mi w bark ostrze swojego miecza. Czułam jak przeszywa mnie ból, niesamowicie nieznośny...nie był zwyczajny. Poczułam jak wokół miecza wypala się znak. Gdy odsunął miecz, ból ustał.
-Coś Ty mi do cholery zrobił idioto!- wydarłam się na niego z oburzeniem.
-To pieczęć.
-Sama to zauważyłam! Ale po cholerę mi to!
-Blokuje ona przepływ twojej czakry w ciele. Nie możesz wykonać żadnego jutsu, a jeżeli będziesz próbować.... pieczęć będzie Cię atakować Twoją własną mocą. Znasz siebie, więc wiesz że nie bedzie Ci łatwo to wszystko przetrzymać.
-Nie jestem Twoją niewolnicą! Usuń to w tej chwili!
-Nie ma takiej opcji, złotko- puścił moje ręce a chwycił mnie pod podbródek- Tak będzie lepiej i dla mnie i dla Ciebie. Więc od tej chwili musisz na Siebie uważać, bo nie masz czym się bronić , a jak wyprowadzisz mnie z równowagi nie będzie już tak miło i wspaniale.
-Nie boję się śmierci Sasuke. Bardziej się boję tego co mnie może tam czekać, bo nie chce zostać wskrzeszona i walczyć przeciwko przyjaciołom.
-A więc sprawię że zaczniesz się bać śmierci.
Zbliżył się i pocałował mnie. Były to bardzo zachłanne pocałunki, co chwila przygryzał moją wargę, a po moim ciele przechodziły miłe ciarki. Musiał to zauważyć, bo po chwili pogłębił pocałunek. Jego usta ostatni raz musnęły moje, a on zaś zaczął się mi przypatrywać.
-Podoba Ci się to...moja mała głupia Sakuro. Twoje ciało drży- przejechał palcem po mojej tali, a moje policzki oblał szkarłatny rumieniec- Jesteś taka dziewczęca. No cóż, ale mam już na Ciebie sposób....
*********************
Odwróciłem się i wyszedłem z pomieszczenia. Zostawiłem ją samą ze swoimi myślami. nadal miałem na nią takie działanie jak kiedyś. Nie zrobiłbym tego gdyby mi wcześniej nie powiedziała że mnie nienawidzi. Musiałem sprawdzić czy to prawda....
-Już jestem- powiedziałem stając w progu wielkiego pokoju w którym się wszyscy znajdowali- Kabuto, idź ją opatrz, trochę mnie poniosło.
-Boże, następnym razem sam będziesz ją opatrywał- rzucił i wyszedł.
Spojrzałem na kanapę na której siedział mój brat z Deidarą. Całowali się....widziałem tylko ich obślizgłe języki które wpychali sobie do gardeł.
-Przestańcie, to ochydne- rzuciłem.
-Nie dal nas-odpowiedział Itachi odrywając się od blondyna, lecz kiedy skończył mówić, partner spowrotem go do siebie przyciągnął i zaczął delikatnie całować.
-To przynajmniej nie róbcie tego przy mnie...
-Wedle życzenia. Dei..chodź do sypialni. Tam może być o wiele ciekawiej.
Blondyn bez zawahania udał się za moim bratem uśmiechając się pod nosem. To było obleśne.
-A Ty Pain?- zacząłem- jak tam Ci idzie z Konan?-rudzielec zaczerwienił się gdy wspomniałem o niebisko-włosej.
-Ujdzie, chociaż nadal z nią nie rozmawiałem o tym co czuję. Jest bardzo skryta...
-Po prostu jej to jak najszybciej powiedz, uwierz mi, wyjdzie Ci to na dobre. Co jak co,ale z nią mam najlepsze stosunki.
-Postaram się, dzięki za radę.....
*****************************************
Mam nadzieję że jest ok :> Teraz w tym momencie zacznę wprowadzac kolejny wątek milosny do opowiadania , będą się ze sobą naprzemian przeplatać :> Matsuri x Gaara , może byc?:3
8.
Nie wiem ile czasu minęło odkąd był tu Sasuke, zasnęłam. Obudził mnie odgłos stóp zmierzającej w moją stronę osoby.
-Wstań, trzeba Cię opatrzyć ,a nie mam za dużo czasu.
-Myślisz że łatwo się podnieść jak się jest tak poturbowanym?...Kabuto...
-Dlaczego jesteś dla mnie taka chłodna? Lituję się nad Tobą a Ty mi tak dziękujesz?
-Nie będę wdzięczna osobie która mnie więzi, nawet jeżeli mi pomaga. Niedługo będą ,mnie szukać, co wam przyjdzie z tego że będziecie mnie tu przetrzymywać?
-O to musisz już pytać Sasuke- przycisnął wacik nasączony spirytusem do mojej rany.
Głośno zasyczałam, co wywołało uśmiech na twarzy okularnika.
-Niesamowite...możesz z takim spokojem znieść aż tak mocne obrażenia ciała, a w taki sposób reagujesz na obmywanie ran.
-Tak, tylko że jestem wykończona. Ile można wisieć z taką raną na płucach. Gdybym nie byla medic-ninja juz dawno bym umarła!
-To nie możliwe- zdziwił się chłopak- Medic-ninja aby uleczyć kogoś lub siebie potrzebuje rąk, bez nich jest to niewykonalne!
-Jak widzę dużo jeszcze nie wiesz-zakpiłam-Ale zaskoczę Cię. Tak jak Ty, też myślałam że leczenie bez pomocy rak jest niemożliwe. Dlatego zaczęłam nad tym pracować-sapałam, było mi ciężko-w końcu mi się udało. Gdybym miała jeszcze trochę czakry wyleczyłabym się chociaż do połowy i już by mnie tu nie było. Ale niestety,,,z resztą,,,i tak niedługo stąd odejdę.
-Teraz tak myślisz, ale nie uciekniesz tak łatwo. Orochimaru współpracuje z Akatsuki, a w tym momencie wszyscy się tutaj znajdują. Nie ważne jak byś się starała, nie uda Ci się uciec.
-Będę próbować.
-W ten sposób tylko się narażasz...Skończyłem-dodał po chwili- zaprowadzę Cię do twojego pokoju. Jest otoczone barierą. Jeżeli będziesz próbowała się wydostać Twoje ciało zostanie sparaliżowane i wciągnięte w genjutsu Itachi'ego. Kiedyś Kakashi wpadł w nie, chyba wiesz co się potem dzieje...
-Trudno zapomnieć, stracił przez to sporo sił.
Szliśmy długim korytarzem oświetlanym jedynie przez pochodnie, a na ścianach były nakreślone figury na podobieństwo nachodzących na siebie kół. Prawdopodobnie byliśmy w kryjówce Orochimaru. Musiałam jakoś powiadomić o tym wioskę, jednak z drugiej strony cieszyłam się że mogę tu być. Zobaczyłam go po tak długim czasie, nie byłam na niego zła za to co zrobił. Przebywając tutaj miałam szansę aby nakłonić go do powrotu do Konohy,a rozmawiając mogłabym na niego wpłynąć i odkryć jego dawne JA. W końcu coś do mnie czuł.Nie mógł tego od tak zapomnieć.
*********************
-Sasuke! Uspokój się!-krzyczał na mnie Pain- To że ją kiedyś znałeś i teraz z nami przebywa ...to wybiło na Tobie wielkie piętno. Wiem że Ci teraz ciężko, ale musisz ją ignorować, nie daj się ponieść.
-Cholera Pain! Myślisz że to takie proste?! To Sakura! Ta Sakura! Ta sama którą opuściłem! I do tego jak się zmieniła!
-Uchiha!- tym razem zza drzwi odezwał się Itachi.
Mój brat. Jedyna osoba do której czułem respekt i szanowałem ją. Jedyny brat, którego nienawidziłem, stał się dla mnie kimś ważnym. Jednak czułem do niego odrazę z jednego powodu...gustował on w chłopakach. Obecnie był w związku z Deidarą, na którego pieszczotliwie mówił Dei. Nie moglem patrzeć jak się dotykają i całują. Było to okropne, jednak innym to nie przeszkadzało.
Musiałem iść do Sakury, dostałem taki rozkaz.
-Wstań, trzeba Cię opatrzyć ,a nie mam za dużo czasu.
-Myślisz że łatwo się podnieść jak się jest tak poturbowanym?...Kabuto...
-Dlaczego jesteś dla mnie taka chłodna? Lituję się nad Tobą a Ty mi tak dziękujesz?
-Nie będę wdzięczna osobie która mnie więzi, nawet jeżeli mi pomaga. Niedługo będą ,mnie szukać, co wam przyjdzie z tego że będziecie mnie tu przetrzymywać?
-O to musisz już pytać Sasuke- przycisnął wacik nasączony spirytusem do mojej rany.
Głośno zasyczałam, co wywołało uśmiech na twarzy okularnika.
-Niesamowite...możesz z takim spokojem znieść aż tak mocne obrażenia ciała, a w taki sposób reagujesz na obmywanie ran.
-Tak, tylko że jestem wykończona. Ile można wisieć z taką raną na płucach. Gdybym nie byla medic-ninja juz dawno bym umarła!
-To nie możliwe- zdziwił się chłopak- Medic-ninja aby uleczyć kogoś lub siebie potrzebuje rąk, bez nich jest to niewykonalne!
-Jak widzę dużo jeszcze nie wiesz-zakpiłam-Ale zaskoczę Cię. Tak jak Ty, też myślałam że leczenie bez pomocy rak jest niemożliwe. Dlatego zaczęłam nad tym pracować-sapałam, było mi ciężko-w końcu mi się udało. Gdybym miała jeszcze trochę czakry wyleczyłabym się chociaż do połowy i już by mnie tu nie było. Ale niestety,,,z resztą,,,i tak niedługo stąd odejdę.
-Teraz tak myślisz, ale nie uciekniesz tak łatwo. Orochimaru współpracuje z Akatsuki, a w tym momencie wszyscy się tutaj znajdują. Nie ważne jak byś się starała, nie uda Ci się uciec.
-Będę próbować.
-W ten sposób tylko się narażasz...Skończyłem-dodał po chwili- zaprowadzę Cię do twojego pokoju. Jest otoczone barierą. Jeżeli będziesz próbowała się wydostać Twoje ciało zostanie sparaliżowane i wciągnięte w genjutsu Itachi'ego. Kiedyś Kakashi wpadł w nie, chyba wiesz co się potem dzieje...
-Trudno zapomnieć, stracił przez to sporo sił.
Szliśmy długim korytarzem oświetlanym jedynie przez pochodnie, a na ścianach były nakreślone figury na podobieństwo nachodzących na siebie kół. Prawdopodobnie byliśmy w kryjówce Orochimaru. Musiałam jakoś powiadomić o tym wioskę, jednak z drugiej strony cieszyłam się że mogę tu być. Zobaczyłam go po tak długim czasie, nie byłam na niego zła za to co zrobił. Przebywając tutaj miałam szansę aby nakłonić go do powrotu do Konohy,a rozmawiając mogłabym na niego wpłynąć i odkryć jego dawne JA. W końcu coś do mnie czuł.Nie mógł tego od tak zapomnieć.
*********************
-Sasuke! Uspokój się!-krzyczał na mnie Pain- To że ją kiedyś znałeś i teraz z nami przebywa ...to wybiło na Tobie wielkie piętno. Wiem że Ci teraz ciężko, ale musisz ją ignorować, nie daj się ponieść.
-Cholera Pain! Myślisz że to takie proste?! To Sakura! Ta Sakura! Ta sama którą opuściłem! I do tego jak się zmieniła!
-Uchiha!- tym razem zza drzwi odezwał się Itachi.
Mój brat. Jedyna osoba do której czułem respekt i szanowałem ją. Jedyny brat, którego nienawidziłem, stał się dla mnie kimś ważnym. Jednak czułem do niego odrazę z jednego powodu...gustował on w chłopakach. Obecnie był w związku z Deidarą, na którego pieszczotliwie mówił Dei. Nie moglem patrzeć jak się dotykają i całują. Było to okropne, jednak innym to nie przeszkadzało.
Musiałem iść do Sakury, dostałem taki rozkaz.
poniedziałek, 11 marca 2013
7.
Całe moje życie zmieniło się w zawrotnym tempie, dosłownie z dnia na dzień. Zwykła dziewczyna musi się teraz zmagać z czymś co w ogóle nie jest dorzeczne.
Otworzyłam lekko swoje zielone oczy. Obraz nadal miałam zamazany, widziałam jak przez mgłę. Klatka piersiowa niemiłosiernie mnie piekła, a w ustach czułam posmak krwi. Ciężko mi oddychało, polegało ono na delikatnym braniu małych haustów powietrza, gdyż większa ilość źle działała na moje zranione płuca. Moje ręce ścierpły. Widocznie było to wywołane tym że były zakute w łańcuchy i przypięte z tyłu do muru tak że cały ciężar ciała się na nich utrzymywał. Nogi zaś oplatały liczne kajdany, również przypięte bolcami .Próbowałam się szarpać, ale tym samym ból w klatce piersiowej jeszcze bardziej się nasilał.
Zobaczyłam jak toś otwiera drzwi od celi i podchodzi do mnie...nie mogłam stwierdzić kto to bo jeszcze nie odzyskałam zbytnio wzroku.
Z zamyślań wyrwał mnie mocny cios w brzuch od nieznajomego. Z moich ust wyleciała krew, brudząc przy tym posadzkę celi. Z ledwością łapałam oddech.
-Cholera....-wydyszałam.
-Oh, jeszcze potrafisz mówić? Musisz być bardzo wytrzymała.
Chwileczkę...ten głos...
-Sasuke?!
-Oh, jakaś ty spostrzegawcza...A kto inny.
-Twój głos, zmieniłeś się. Dojrzałeś. Ale jedno mnie męczy ...dlaczego mnie uderzyłeś...nigdy byś tego nie zrobił.
-Sakura, Sakura...zrozum głupia kobieto- chwycił mnie za podbródek i zmusił do popatrzenia na siebie. Moje oczy już w miarę dobrze reagowały więc mogłam go dojrzeć-już nie jestem tym samym Sasuke co kiedyś. Jestem o wiele lepszy od tamtej wersji.
Patrząc na niego zauważyłam że bardzo zmężniał, nabrał kształtów i przybrał na masie mięśniowej. jego twarz stała się bardziej wyrazista, ale też pusta.
-Chyba tylko ty tak uważasz że jesteś teraz lepszy- wyrwałam mu swój podbródek z dłoni i znów zaczęłam wpatrywać się w posadzkę-Teraz jesteś pusty, bez uczuć, nie masz żadnego wyrazu.
-Po co komu uczucia. Przez nie człowiek staje się słaby, kierują nim emocje a nie rozum.
-Ale to jest jedyna rzecz która pozwala nam przetrwać Uchiha, i jedyna rzecz która czyni nas ludźmi Dzięki nim jesteś zdolny do odróżniania dobra od zła, bez uczuć jesteś bezwartościowy, jesteś lalką....Taką samą jaką właśnie widzę przed sobą...-prychnęłam.
Dostałam w policzek. Mimo bólu, cieszyłam się że to powiedziałam.
Zbliżył się do mnie, ukucnął i spojrzał w oczy.
-Zobaczymy czy będziesz taka cwana jak jeszcze parę razy oberwiesz...-zbliżył swoje usta do mojej szyi i jezykiem nakreślił na niej podłużną mokra linie.
Próbowałam się odsunąć ale miałam ograniczone ruchy. Po ciele przyszły mi dreszcze, mimo że nie chciałam żeby tak było. Mimo iż minęło tyle czasu, nadal darze go jakimś uczuciem. Co prawda jest to puste i bezsensowne ale zawsze coś.
-Niedługo przyjdzie tu Kabuto i Cię opatrzy. Potem pokaże Ci Twój pokój.-wyszedł zamykając za sobą kratę.
-I tak tu długo nie zabawie-krzyknęłam najgłośniej, aby mnie dobrze usłyszał.
-Hmmm, możliwe, Jeżeli będziesz się tak stawiać to długo nie pożyjesz.
-Wiedziałam że byłeś cholernym draniem, ale teraz przeszedłeś samego siebie...Sasuke...-kun...-powiedziałam z arogancją ale i nutką delikatności.
Zatrzymał się na chwilę, tak jakby te słowa podziałały na niego paraliżująco.
-Nie waż się tak do mnie mówić, jesteś tylko nic nie wartym człowiekiem...
****************************
Mam nadzieję że notka się podobala :D
Otworzyłam lekko swoje zielone oczy. Obraz nadal miałam zamazany, widziałam jak przez mgłę. Klatka piersiowa niemiłosiernie mnie piekła, a w ustach czułam posmak krwi. Ciężko mi oddychało, polegało ono na delikatnym braniu małych haustów powietrza, gdyż większa ilość źle działała na moje zranione płuca. Moje ręce ścierpły. Widocznie było to wywołane tym że były zakute w łańcuchy i przypięte z tyłu do muru tak że cały ciężar ciała się na nich utrzymywał. Nogi zaś oplatały liczne kajdany, również przypięte bolcami .Próbowałam się szarpać, ale tym samym ból w klatce piersiowej jeszcze bardziej się nasilał.
Zobaczyłam jak toś otwiera drzwi od celi i podchodzi do mnie...nie mogłam stwierdzić kto to bo jeszcze nie odzyskałam zbytnio wzroku.
Z zamyślań wyrwał mnie mocny cios w brzuch od nieznajomego. Z moich ust wyleciała krew, brudząc przy tym posadzkę celi. Z ledwością łapałam oddech.
-Cholera....-wydyszałam.
-Oh, jeszcze potrafisz mówić? Musisz być bardzo wytrzymała.
Chwileczkę...ten głos...
-Sasuke?!
-Oh, jakaś ty spostrzegawcza...A kto inny.
-Twój głos, zmieniłeś się. Dojrzałeś. Ale jedno mnie męczy ...dlaczego mnie uderzyłeś...nigdy byś tego nie zrobił.
-Sakura, Sakura...zrozum głupia kobieto- chwycił mnie za podbródek i zmusił do popatrzenia na siebie. Moje oczy już w miarę dobrze reagowały więc mogłam go dojrzeć-już nie jestem tym samym Sasuke co kiedyś. Jestem o wiele lepszy od tamtej wersji.
Patrząc na niego zauważyłam że bardzo zmężniał, nabrał kształtów i przybrał na masie mięśniowej. jego twarz stała się bardziej wyrazista, ale też pusta.
-Chyba tylko ty tak uważasz że jesteś teraz lepszy- wyrwałam mu swój podbródek z dłoni i znów zaczęłam wpatrywać się w posadzkę-Teraz jesteś pusty, bez uczuć, nie masz żadnego wyrazu.
-Po co komu uczucia. Przez nie człowiek staje się słaby, kierują nim emocje a nie rozum.
-Ale to jest jedyna rzecz która pozwala nam przetrwać Uchiha, i jedyna rzecz która czyni nas ludźmi Dzięki nim jesteś zdolny do odróżniania dobra od zła, bez uczuć jesteś bezwartościowy, jesteś lalką....Taką samą jaką właśnie widzę przed sobą...-prychnęłam.
Dostałam w policzek. Mimo bólu, cieszyłam się że to powiedziałam.
Zbliżył się do mnie, ukucnął i spojrzał w oczy.
-Zobaczymy czy będziesz taka cwana jak jeszcze parę razy oberwiesz...-zbliżył swoje usta do mojej szyi i jezykiem nakreślił na niej podłużną mokra linie.
Próbowałam się odsunąć ale miałam ograniczone ruchy. Po ciele przyszły mi dreszcze, mimo że nie chciałam żeby tak było. Mimo iż minęło tyle czasu, nadal darze go jakimś uczuciem. Co prawda jest to puste i bezsensowne ale zawsze coś.
-Niedługo przyjdzie tu Kabuto i Cię opatrzy. Potem pokaże Ci Twój pokój.-wyszedł zamykając za sobą kratę.
-I tak tu długo nie zabawie-krzyknęłam najgłośniej, aby mnie dobrze usłyszał.
-Hmmm, możliwe, Jeżeli będziesz się tak stawiać to długo nie pożyjesz.
-Wiedziałam że byłeś cholernym draniem, ale teraz przeszedłeś samego siebie...Sasuke...-kun...-powiedziałam z arogancją ale i nutką delikatności.
Zatrzymał się na chwilę, tak jakby te słowa podziałały na niego paraliżująco.
-Nie waż się tak do mnie mówić, jesteś tylko nic nie wartym człowiekiem...
****************************
Mam nadzieję że notka się podobala :D
6.
Odkąd ostatni raz widziałam Sasuke minęły dwa miesiące. Naruto mówił że dokładnie po naszej ostatniej rozmowie wyjechał z rezydencji i nie wrócił. Nawet się z nim nie pożegnał, gdyż widział że Uzumaki będzie próbował go zatrzymać.
-Sakura, tak nie można!-oburzyła się Hyuuga- Przez dwa miesiące jesteś przygaszona. Wiem że to jest dziwne, ale widocznie tak musiało być! On odszedł, jest teraz tym złym,nauczył się groźnych technik! Myślisz że mogłabyś go sprowadzić z powrotem ze swoją obecną siłą?!
-Masz racje,jestem słaba-odparłam beznamiętnie.
-Sakura-chan, jeżeli chcesz potrenować, przyjdź na halę o 20. Będę tam czekał na Ciebie, Tsunade dołączyła do naszej drużyny nowego członka. Jakiś Sai. Zwiększymy swoje siły i sprowadzimy Sasuke z powrotem, obiecuję Ci to. To jest obietnica mojego życia! Rozumiesz!?
-Hai Naruto-kun.
-A więc do zobaczenia wieczorem. Ja zmykam do Kiby bo chciał coś ode mnie, Narazie!- rzucił do mnie a Hinate ucałował w czoło.
-Ja jestem słaba, a Naruto tak się stara....
-Siedzeniem nic nie zmienisz, przecież chodzisz na nauki do Tsunade, umiesz walczyć.
-No tak,ale to jeszcze za mało.
-Wiec weź się w garść i pójdź na to spotkanie z nowym członkiem.
Późnym popołudniem zostałam wezwana do Tsunade. Miałam wyruszyć w stronę warty ANBU i przekazać im zwój pieczętujący. Musiałam odwołać moje przybycie na halę i wyruszyć na misję. Ostatnio zawalałam szkolę, jak tak dalej pójdzie będzie mi ciężko zaliczać przedmioty.
Przede mną ukazała się wielka chmura dymu. Podbiegłam bliżej i rozgoniłam pył, aby zobaczyć co się dzieje.
-Kogo my tu mamy-usłyszałam kpiący głos za plecami. Momentalnie się odwróciłam.
Przede mną stał Sasori, lecz w postaci zwykłej kukły, beż swojego przykrycia.
-Czego chcesz-warknęłam.
-Ogólnie to niczego, ale jak już mi weszłaś w drogę to zamiast Cię zabijać oddam Cię w dobre ręce.
-Chyba sobie kpisz, nigdzie mnie nie oddasz, wrócę normalnie do domu, a Ciebie pokonam.
-Nie sądzę.
Ostatni raz gdy z nim walczyłam byłam o wiele młodsza. Teraz nie miałam z nim nawet szans. to był ułamek sekundy. Poczułam jak coś ostrego wbija się w moje płuca, a krew natarczywie wypełnia mi buzię. Zemdlałam....
*************************
Wiem że krótkie, ale postaram się to rozwinąć w następnej części :)
-Sakura, tak nie można!-oburzyła się Hyuuga- Przez dwa miesiące jesteś przygaszona. Wiem że to jest dziwne, ale widocznie tak musiało być! On odszedł, jest teraz tym złym,nauczył się groźnych technik! Myślisz że mogłabyś go sprowadzić z powrotem ze swoją obecną siłą?!
-Masz racje,jestem słaba-odparłam beznamiętnie.
-Sakura-chan, jeżeli chcesz potrenować, przyjdź na halę o 20. Będę tam czekał na Ciebie, Tsunade dołączyła do naszej drużyny nowego członka. Jakiś Sai. Zwiększymy swoje siły i sprowadzimy Sasuke z powrotem, obiecuję Ci to. To jest obietnica mojego życia! Rozumiesz!?
-Hai Naruto-kun.
-A więc do zobaczenia wieczorem. Ja zmykam do Kiby bo chciał coś ode mnie, Narazie!- rzucił do mnie a Hinate ucałował w czoło.
-Ja jestem słaba, a Naruto tak się stara....
-Siedzeniem nic nie zmienisz, przecież chodzisz na nauki do Tsunade, umiesz walczyć.
-No tak,ale to jeszcze za mało.
-Wiec weź się w garść i pójdź na to spotkanie z nowym członkiem.
Późnym popołudniem zostałam wezwana do Tsunade. Miałam wyruszyć w stronę warty ANBU i przekazać im zwój pieczętujący. Musiałam odwołać moje przybycie na halę i wyruszyć na misję. Ostatnio zawalałam szkolę, jak tak dalej pójdzie będzie mi ciężko zaliczać przedmioty.
Przede mną ukazała się wielka chmura dymu. Podbiegłam bliżej i rozgoniłam pył, aby zobaczyć co się dzieje.
-Kogo my tu mamy-usłyszałam kpiący głos za plecami. Momentalnie się odwróciłam.
Przede mną stał Sasori, lecz w postaci zwykłej kukły, beż swojego przykrycia.
-Czego chcesz-warknęłam.
-Ogólnie to niczego, ale jak już mi weszłaś w drogę to zamiast Cię zabijać oddam Cię w dobre ręce.
-Chyba sobie kpisz, nigdzie mnie nie oddasz, wrócę normalnie do domu, a Ciebie pokonam.
-Nie sądzę.
Ostatni raz gdy z nim walczyłam byłam o wiele młodsza. Teraz nie miałam z nim nawet szans. to był ułamek sekundy. Poczułam jak coś ostrego wbija się w moje płuca, a krew natarczywie wypełnia mi buzię. Zemdlałam....
*************************
Wiem że krótkie, ale postaram się to rozwinąć w następnej części :)
5.
-Powiem Ci że nawet mocno oberwałaś. Będziesz miała siniaki i lekką opuchliznę, tak szybko to to nie zejdzie.
-Super, jestem na wydziale medycznym a nie umiem o siebie zadbać, żałosne.
-Bywa- przekręcił moją twarz aby zobaczyć lewy profil- Jesteś po prostu trochę kłopotliwa. Zawsze taka byłaś, od kiedy tylko pamiętam.
-Co ty możesz o mnie wiedzieć.
-Zupełnie nic. Ale po dzisiejszym dniu mogę to stwierdzić.
-Filozof się znalazł. Jestem Ci bardzo wdzięczna za pomoc ale muszę już iść. Narazie.
-Czekaj, nie skończyłem.
-Nie potrzebuje twojej pomocy, poradzę sobie.
-Wytłumacz mi jedno, dlaczego nie potrafisz przyjąć zwyczajnej pomocy od osoby trzeciej?
-Dlatego że przez cały czas musiałam sobie radzić sama, a tu nagle zjawił się taki jeden i miesza w moim życiu!.
-Ale przecież to ty mnie szukałaś , a nie ja Ciebie-zachichotał.
Właśnie wpadłam jak śliwka w kompot, nie pomyślałam że wysunie mi ten argument. Jednakże miał rację, to ja go tak zacięcie szukałam, myślałam że go kocham. Nie mówię że tak nie jest, ale nie jestem do końca pewna swoich uczuć. Pewnie miał wiele dziewczyn, a z resztą każda laska za nim szaleje. Patrzą się tylko na jego wygląd, a nie na jego charakter. Dla osób postronnych zwykle jest zimny jak lód, w stosunku do mnie też powinien taki być, a jednak coś mi się nie zgadza. Odkąd dowiedziałam się prawdy ciągle mi pomaga, nie wiem czy czuje się zobowiązany przez tamtą sytuację czy co.
-Sakura, wszystko ok?
-Y, tak, zamyśliłam się.
-Kurde, nie wiem jak zacząć...bo od jutra..
-Co takiego, wyduś to w końcu.
-Ja od jutro będę zupełnie innym człowiekiem. W naszym klanie istnieje taka jakby klątwa, że jak osiągasz pewien wiek stajesz się po prostu....że tak powiem wyrachowanym skurwielem. Nie wiem co ma na to wpływ. Po prostu wszystkich traktuje niżej od siebie i znęcam się nad ludźmi. Mój ojciec ma to samo.Nie wiem jak matka go znosi. Nie że ją bije czy coś...on po prostu lubi wszystko na ostro, a ona się na wszystko zgadza, bo go kocha. Nie chcę taki być, ale jutro wypada ten dzień kiedy...
Jeżeli mam być szczera, przez chwilę myślałam że się ze mnie nabija, ale po jego minie można było stwierdzić że to najczystsza prawda.
-Dlatego Cię proszę, trzymaj się ode mnie z daleka, bo wiem że jak Cię zobaczę, to siłą sobie ciebie przywłaszczę, a wtedy nie będzie Ci lekko... Będziesz przeze mnie wykorzystywana. A więc obiecaj mi że nie pokażesz mi się więcej na oczy.
-Ale, ja nie mogę.
-Co!? Zwariowałaś dziewczyno?! Zrobię Ci krzywdę!
-Nie interesuje mnie to, nie wiesz przez co przechodziłam, jakich ran się nabawiłam i ile przez nie wycierpiałam. Jestem silniejszym medic-ninja!
-Ja próbuje Cie tylko chronić!-ścisnął mój nadgarstek tak mocno, że prawie się popłakałam-A Ty jeżeli rozumiesz o co mi chodzi, to będziesz się trzymała ode mnie z dala!-zaciskał palce coraz bardziej.
W końcu nie wytrzymałam i mocno syknęłam z bólu. Otrząsnął się i popatrzył na moje obolałe dłonie.
-Jeżu, przepraszam, nie chciałem Sakura, naprawde... z resztą widzisz do czego teraz jestem zdolny a co może Ci się stać od jutra, bedzie jeszcze gorzej,wiem co mówię...
-Nie będę Cię unikać, będę normalnie żyć, a jak spróbujesz mi coś zrobić to Ci sie postawię i wiem że wygram. A teraz wybacz, muszę już iść. Jutro szkoła.
-Rozumiem, chcesz stawić czoło samemu diabłowi. Jednak ostrzegałem Cię. I jeszcze jedno, bedę pod dowódctwem Orochimaru, chyba wiesz kto to....
Przyznam, ta informacja mną wstrząsnęła, przecież on jest największym wrogiem Konohy.
-Żartujesz prawda?
-A czy tak wyglądam? Zrozum to moje przeznaczenie....niczego nie uniknę, więc trzymaj sie ode mnie z dala..
Nic nie odpowiedziałam, tylko wyszłam z rezydencji i skierowałam się w stronę własnego domu. Przez całą noc nie mogłam spać.
-Super, jestem na wydziale medycznym a nie umiem o siebie zadbać, żałosne.
-Bywa- przekręcił moją twarz aby zobaczyć lewy profil- Jesteś po prostu trochę kłopotliwa. Zawsze taka byłaś, od kiedy tylko pamiętam.
-Co ty możesz o mnie wiedzieć.
-Zupełnie nic. Ale po dzisiejszym dniu mogę to stwierdzić.
-Filozof się znalazł. Jestem Ci bardzo wdzięczna za pomoc ale muszę już iść. Narazie.
-Czekaj, nie skończyłem.
-Nie potrzebuje twojej pomocy, poradzę sobie.
-Wytłumacz mi jedno, dlaczego nie potrafisz przyjąć zwyczajnej pomocy od osoby trzeciej?
-Dlatego że przez cały czas musiałam sobie radzić sama, a tu nagle zjawił się taki jeden i miesza w moim życiu!.
-Ale przecież to ty mnie szukałaś , a nie ja Ciebie-zachichotał.
Właśnie wpadłam jak śliwka w kompot, nie pomyślałam że wysunie mi ten argument. Jednakże miał rację, to ja go tak zacięcie szukałam, myślałam że go kocham. Nie mówię że tak nie jest, ale nie jestem do końca pewna swoich uczuć. Pewnie miał wiele dziewczyn, a z resztą każda laska za nim szaleje. Patrzą się tylko na jego wygląd, a nie na jego charakter. Dla osób postronnych zwykle jest zimny jak lód, w stosunku do mnie też powinien taki być, a jednak coś mi się nie zgadza. Odkąd dowiedziałam się prawdy ciągle mi pomaga, nie wiem czy czuje się zobowiązany przez tamtą sytuację czy co.
-Sakura, wszystko ok?
-Y, tak, zamyśliłam się.
-Kurde, nie wiem jak zacząć...bo od jutra..
-Co takiego, wyduś to w końcu.
-Ja od jutro będę zupełnie innym człowiekiem. W naszym klanie istnieje taka jakby klątwa, że jak osiągasz pewien wiek stajesz się po prostu....że tak powiem wyrachowanym skurwielem. Nie wiem co ma na to wpływ. Po prostu wszystkich traktuje niżej od siebie i znęcam się nad ludźmi. Mój ojciec ma to samo.Nie wiem jak matka go znosi. Nie że ją bije czy coś...on po prostu lubi wszystko na ostro, a ona się na wszystko zgadza, bo go kocha. Nie chcę taki być, ale jutro wypada ten dzień kiedy...
Jeżeli mam być szczera, przez chwilę myślałam że się ze mnie nabija, ale po jego minie można było stwierdzić że to najczystsza prawda.
-Dlatego Cię proszę, trzymaj się ode mnie z daleka, bo wiem że jak Cię zobaczę, to siłą sobie ciebie przywłaszczę, a wtedy nie będzie Ci lekko... Będziesz przeze mnie wykorzystywana. A więc obiecaj mi że nie pokażesz mi się więcej na oczy.
-Ale, ja nie mogę.
-Co!? Zwariowałaś dziewczyno?! Zrobię Ci krzywdę!
-Nie interesuje mnie to, nie wiesz przez co przechodziłam, jakich ran się nabawiłam i ile przez nie wycierpiałam. Jestem silniejszym medic-ninja!
-Ja próbuje Cie tylko chronić!-ścisnął mój nadgarstek tak mocno, że prawie się popłakałam-A Ty jeżeli rozumiesz o co mi chodzi, to będziesz się trzymała ode mnie z dala!-zaciskał palce coraz bardziej.
W końcu nie wytrzymałam i mocno syknęłam z bólu. Otrząsnął się i popatrzył na moje obolałe dłonie.
-Jeżu, przepraszam, nie chciałem Sakura, naprawde... z resztą widzisz do czego teraz jestem zdolny a co może Ci się stać od jutra, bedzie jeszcze gorzej,wiem co mówię...
-Nie będę Cię unikać, będę normalnie żyć, a jak spróbujesz mi coś zrobić to Ci sie postawię i wiem że wygram. A teraz wybacz, muszę już iść. Jutro szkoła.
-Rozumiem, chcesz stawić czoło samemu diabłowi. Jednak ostrzegałem Cię. I jeszcze jedno, bedę pod dowódctwem Orochimaru, chyba wiesz kto to....
Przyznam, ta informacja mną wstrząsnęła, przecież on jest największym wrogiem Konohy.
-Żartujesz prawda?
-A czy tak wyglądam? Zrozum to moje przeznaczenie....niczego nie uniknę, więc trzymaj sie ode mnie z dala..
Nic nie odpowiedziałam, tylko wyszłam z rezydencji i skierowałam się w stronę własnego domu. Przez całą noc nie mogłam spać.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)