poniedziałek, 29 kwietnia 2013

31.

  -Dziękujemy że do nas wpadliście- mówiła Tsunade do gości z Suny- Szkoda że musicie już wracać.
  -W końcu jestem kazekage, a moje rodzeństwo jest mi bardzo pomocne. Niedługo na pewno wpadniemy.
  -I proszę przekazać wszystkim ten list ode mnie-wtrąciła Temari.
  -Co w nim jest?
  -Chcę zorganizować wspólny wypad, razem z przyjaciółmi z Konohy. W środku jest wszystko opisane, więc nie powinno byś problemów.
  -Tak, to miło z twojej strony, zapewne wszyscy się ucieszą.
  Rodzeństwo z Suny już wychodziło, gdy Tsunade w ostatniej chwili ich zatrzymała.
  -Czekajcie! Znaczy się tylko Temari....Shikamaru chce się z Tobą widzieć, będzie czekał u siebie w domu.
  -Ale po co...
  -Nie wiem, ale proszę nie odchodź tak bez pożegnania z nim...Wiem że ciężko jest się rozstawać na jakiś czas , tym bardziej ze mieszkacie w innych wioskach...ale jeżeli tego nie zrobicie będziecie żałować.
  -Może Hokage ma racje....To do zobaczenia!
  Blondynka wybiegła z budynku i pomknęła w stronę domu Shiki.Gdy dotarła na miejsce otworzyła drzwi od werandy i weszła do środka. Na długiej ławce leżał Shikamaru i ze smutkiem się w nią wpatrywał.
  -Co Ci jest?- spytała.
  -Chciałaś odejść bez pożegnania.
  -Boże..... Ja po prostu nie lubię się żegnać.
  -Ale ze mną to by wypadało.- odwrócił się plecami do niej i podkulił lekko nogi.
  -Shika...
  Podeszła do niego i pogłaskała go po włosach. Nie często miał je rozpuszczone....Zanim się zorientowała, leżała już na jego klatce piersiowej...
  -Co ty....
  Nie dokończyła. Zatkał jej usta namiętnym pocałunkiem. Ułożył dziewczynę pod sobą i ponownie pocałował, lecz tym razem wsadził jej do ust język co spotkało się z jękiem zadowolenia ze strony blondynki. Coraz bardziej na nią napierał. Lewą rękę wsunął pod jej bluzkę i położył na jej piersi.Zaczęła się lekko szarpać.
  -Shika...nie w takim miejscu....
  -Dla mnie jest idealne, po prostu zróbmy to..-sapał jej namiętnie do ucha.
  Chciała temu zaprzestać, lecz poczuła na swoim brzuchu coś twardego. Spojrzała w dół i zauważyła że spodnie Shiki są bardzo naprężone w jednym miejscu.
  -Shikamaru, czy Ty...
  -Lepiej nie pytaj...-powrócił do całowania jej ust.
  -Shikamaru, już jesteśmy!
  -Cholera! -krzyknął chłopak i zszedł z dziewczyny- Rodzice wrócili. I jak ja mam teraz schować to!- wskazał ręką na swoje spodnie .
  -Może czymś zakryj...
  -Tak jasne, będę paradował trzymając się w kroczu....Ale..Chodź tutaj! Szybko!
  -Ale...
  Nara przyciągnął ją do siebie i oparł ją tak aby stała przed nim a tyłem przylegała do jego ubrania. Objął ją w pasie i kazał iść.
  -To się nie uda. nawet jeżeli zakryjesz TO mną..Oni zauważą.
  -Nie zauważą. Dzisiaj wyjeżdżasz więc mogą pomyśleć że po prostu się z Tobą przytulam bo nie chcę się rozstawać.
  -To jest chore, tak samo jak Ty- jęknęła i weszli razem do kuchni.
  -O no proszę, proszę. Aż tak ciężko wam się rozstać?- powiedziała matka Shiki.
  -A widzisz?- szepnął Shikamaru do ucha dziewczynie- A teraz idź w kierunku mojego pokoju.
  Przeprosili rodziców i poszli do pokoju chłopaka, gdzie nareszcie mogli się od siebie odsunąć.
  -Głupi jesteś!-zaczęła okładać chłopaka pięściami.
  -Ej! Co Ty robisz!!!
  -Mogłeś chociaż trochę się odsunąć a nie ciągle na mnie napierałeś! Czułam GO przez cały czas!
  -Przecież nic się nie stało....Wyluzuj..robisz się denerwująca.
  -No i dobrze!  Żegnam! Wracam do Suny, bracia na mnie czekają!
  -No i dobrze. Mam nadzieję że się zobaczymy.-prychnął.
  -Głupi arogant!
  Blondynka wyszła i zaczęła płakać....Gdy jej ulżyło wyruszyła do swojego kraju..Niestety była skłócona z osobą którą tak bardzo kocha..


poniedziałek, 22 kwietnia 2013

30. Przełamanie.

  -Wzywałaś Tsunade? O co znowu chodzi?- spytałam posępnie- I....Co on tu robi?
  -Ten On, to twój partner na misję. Nie cieszysz się że idziesz z Sasuke?
  -Niekoniecznie.
  -Uff....Dobrze dosyć gadania. Przejdźmy do misji. Na początek muszę wam powiedzieć że będzie trwała około tygodnia, więc zdążycie akurat na odwiedziny Akatsuki..
  -Przyjeżdżają?!-spytałam podekscytowana.
  Już nie mogłam się doczekać aż ponownie zobaczę ich twarze. Spokojna Konan, zwariowany Kabuto, wkurzający Dei...Ale ja tęsknię za wszystkimi.
  -Tak....dlatego jeżeli chcecie ich powitać musicie się uwinąć.
  -Hai...na czym polega ta misja?
  -Ogólnie to jest ona przeznaczona dla Ciebie Sakura.Chodzi o medycynę...Sasuke to twój support.
  -Będę zbierać zioła?
  -Nie....Będziesz badać przyczynę tych chorób na które tak zapadali nasi ninja. Z tego co wiadomo to źródło znajduje się gdzieś na zachodzie...Tylko nie wiem konkretnie gdzie...
  -Czyli dlatego ta misja ma tak długi termin...
  -Tak...I jeżeli możecie...Chciałabym abyście natychmiast wyruszyli...
  -Jasne, za pół godziny wyruszymy spod zachodniej bramy...
  Wycofałam się z gabinetu i skierowałam w stronę domu. Przebywanie tydzień z Sasuke...ta opcja troszkę mnie przerażała. Spakowałam się i wyruszyłam pod bramę, gdzie czekał już na mnie Uhicha.
Bez słowa ruszyliśmy w drogę.
  Byliśmy mniej więcej 50 kilometrów za wioską, gdy silne ramie chłopaka szarpnęło mnie od tyłu i zmusiło do postoju. Z krzaków wyskoczyło dwóch ninja z przekreślonymi znakami wiosek. Razem z Sasuke ruszyliśmy alby zaatakować, lecz nie mogliśmy się zgrać. On oberwał w żebra a mi nadcięto ramię. Niespodziewanie dwójka przeciwników jednocześnie rzuciła się na Sasuke. Jednego zabił lecz przed drugim nie miał szans uciec....Rzuciłam się przed chłopaka zasłaniając go własnym ciałem i...Ciach! Ostre jak brzytwa ostrze przebiło mój brzuch z lewej strony a ja opadając na ziemię zauważyłam że Sasuke pozbywa się intruza a potem podbiega i krzyczy moje imię....
  Jak się obudziłam było już ciemno. Leżałam przy ognisku a za mną rozpościerał się ciemny las. Namiot w którym mieliśmy spać był nieduży i stał bardziej na uboczu.
  -Obudziłaś się....
  Kiwnęłam głową w geście przytaknięcia, nie chciałam nic mówić...
  -Sakura, proszę Cię... Zrobiłem Ci opatrunek, ale on nie wystarczy... Musisz spróbować siebie uleczyć.
  -Nie będzie problemu...aż tak bardzo nie boli..-przełamałam się aby wypowiedzieć słowa.
  -Nie kłam.Widzę że ledwo co oddychasz...Leż... jak zaśniesz przeniosę Cię do namiotu.
  -Sama dam sobie radę...- spróbowałam  wstać, lecz szybko położył mnie z powrotem na miejsce w którym leżałam.
  -Nie drażnij się ze mną...
  Nic nie odpowiedziałam, lecz przystąpiłam do leczenia samej siebie. Była to trudna sztuka, bo rany były zbyt głębokie a do tego moja czakra nie jest do końca zregenerowana. Szybko się zmęczyłam więc musiałam odpocząć, lecz mój organizm był tak wyczerpany że zasnęłam. Gdy jeszcze troszeczkę kojarzyłam, poczułam jak Sasuke bierze mnie w ramiona, po czym wnosi do namiotu i całuje w czoło....Mu tak zależy, a ja ciągle miałam do niego pretensje...
 

niedziela, 21 kwietnia 2013

29.Są Ci którzy pomogą, i Ci którzy zignorują, ale obietnice pamięta się do końca życia.

  Od ostatniej kłótni z Sasuke minął równy tydzień. Nawet się nie spodziewałam że tak dobrze to zniosę...Chociaż to chyba dlatego że codziennie go widziałam ....jak mnie śledzi. Nie chciałam już się kłócić i nic mu nie mówiłam. Chcę się skupić wyłącznie na pracy, to jest w tym momencie dla mnie najważniejsze. Już od trzech godzin siedziałam w gabinecie i badałam pacjentów. W tym miesiącu zachorowalność była wyjątkowo wysoka, a szczególnie u osób które wracały z dalekich misji.
  Ponowne pukanie wyrwało mnie z zamyślenia.
  -Wejść!
  - Cześć Sakurka! -krzyknął Uzumaki.
  -Ah, to ty....- powiedziałam do Naruto a zza drzwi wyłoniła się Hinata- Witaj Hianta! -krzyknęłam- To jak robimy badania?
  -Jesne..-niepewnie się uśmiechnęła.
  Przejechałam jej po brzuchu parę razy czakrą aby sprawdzić jej stan.
  -Usiądź, musimy pogadać.
  -Coś się stało? -spytał zdenerwowany Naruto.
  -Nie, nic poważnego spokojnie. Hinata..-zwróciłam się do dziewczyny- ...jesteś w ciąży. Jednak twoje przypuszczenia się potwierdziły. Musimy omówić wizyty i probiotyki które będziesz musiała przyjmować. Oczywiście będą się też odbywać badania płodu, trzeba dobrze zadbać o to dziecko.
  -Hai..
  -Dlaczego jesteś smutna?- spytałam zdziwiona- Nie jesteś za młoda na ciąże. Jesteś już dorosła masz  20 lat.
  - Ja wiem...ale boję się reakcji taty. Wiem że on bardzo lubi Naruto, ale nie wiem jak zareaguje jak się dowie że noszę jego dziecko.
  -To twój ojciec, pewnie to zrozumie.
  -Nie wiem....jest bardzo rygorystyczny.... Boję się że mnie wyrzuci z domu- po jej policzku pociekła łza.
  Naruto nie wiedział co zrobić więc szybko podeszłam do Hyuugi i ją mocno przytuliłam.
  -Nie bój się, jeżeli by tak było będziesz mogła się zatrzymać u mnie. Pomogę Ci.
  -Dziękuję...-powiedziała przez płacz- ...Teraz już pójdę porozmawiać z ojcem...do zobaczenia...-skrawkiem rękawa otarła łzy i z uśmiechem na twarzy wyszła z gabinetu.
*********************************************


Szła drogą i myślała co powie ojcu jak go zobaczy. Może się rozpłacze...a może zwyczajnie ucieknie?
  -Hinata, iść z Tobą?- spytał poważnym tonem Naruto.
  -Nie..lepiej jak sama to załatwię.
  -Jak chcesz..to do zobaczenia...
  Lekko przytulił dziewczynę  i pocałował ją w czoło po czym odszedł.
  Po kwadransie dotarła do swojego domu. Na chwilę się zatrzymała i głęboko odetchnęła po czym  weszła do salonu, gdzie zastała swojego ojca.
  -Ojcze..musimy porozmawiać....
  -Hinata, tyle razy Ci mówiłem żebyś mówiła mi tato...-spojrzał na zapłakaną twarz córki i szybko wstał podbiegając do niej- Co się stało?! Ktoś Cię skrzywdził?! Zabije...!
  -Nie! Nikt mi nic nie zrobił...
  -A więc dlaczego płaczesz?- przetarł palcem łzy które spływały po jej policzku .
  -Bo ja....
  -No mów...
  -Ja jestem w ciąży...przepraszam....
  -Hinata! Czyś Ty ogłupła?! Jak możesz...!
  -Tak wiem! Przepraszam! Nie powinnam robić niektórych rzeczy! -upadła na kolana- Wybacz mi...
  -Co Ty wygadujesz! Wstań!
  Posłusznie wstała i popatrzyła na ojcowską twarz. Spodziewała się groźnego spojrzenia, ale to co ujrzała ją zdziwiło. Pan Hyuuga najszczerzej na świecie się uśmiechał.
  - Hinata....-ukląkł na przeciwko niej- Jak możesz przepraszać za to że jesteś w ciąży....Spójrz na mnie..jestem szczęśliwy. Chciałem niedawno zacząć z tobą rozmowę o tym...o tym że chcę mieć wnuki, ale....samo się stało. Jestem szczęśliwy! -przytulił mocno do siebie córkę.
  -Co takiego?!-zza drzwi wyłonił się Neji- W ciąży?!
  -To ja was zostawię samych...-powiedział Pan Hyuuga i wyszedł z pomieszczenia.
  -Neji-niisan.... Ale...
  -Jak mogłaś zajść w ciążę!
  -B-Bo....
  -Jesteś za młoda....prędzej ja powinienem..
  -Zajść w ciążę?
  -Nie! Głupia! Mieć dziecko! W końcu jestem o rok starszy!
  -I dlatego dajesz mi kazanie?
  -Neji co się dzieje? Dlaczego na nią krzyczysz?! -do pokoju weszła TenTen.
  -Zaszła w ciąże!
  -Co?! Ah, to wspaniale! -podeszła do dziewczyny i ją uściskała- Jeżeli Neji Ci nie chce pomóc ja to zrobię. Pomogę Ci i Naruto.
  -TenTen, naprawdę...
  -Hinata, proszę Cię... Nie odmawiaj mi, ja kocham dzieci...
  -Ta, jasne...to dlaczego jeszcze owego nie mamy?
  -Bo nie jesteś jeszcze gotowy do roli ojca!
  - Co proszę?!- zdenerwował się.
  -Hinatka, oddam Ci swój dom, jest dość duży, będzie Ci tam wygodnie, ja i tak mieszkam tutaj...
  -Ej! Nie ignoruj mnie! -wtrącał się Neji.
  -Zgadzasz się?- TenTen nadal mówiła do białookiej.
  -Jak tak Ci zależy...
  -Super, jestem szczęśliwa! Idź poinformować o tym Naruto! Widzimy się później!
  Dziewczyna wyszła z domu. W pokoju została tylko TenTen i Neji.
  -Mówiłem coś! Dlaczego nie jestem gotowy do roli ojca!?
  -Neji! Nie oszukujmy się! Bardziej lubisz treningi i misje, nie wytrzymałbyś ze mną w domu, tym bardziej że przytyję....
  -Ci nie chodzi o to jaki jestem.... chodzi ci tylko o to że będziesz miała duży brzuch.
  -Wcale...
  -TenTen, znam Cię. Ty myślisz że Cię zostawię jak zacznie rosnąć Ci brzuch, ale ja jako mężczyzna inaczej to odbieram. Dla mnie ten brzuszek to coś co mogę kochać...
  -Neji....-podbiegła i się mocno do niego przytuliła.
  -No więc jak, zrobimy sobie takiego szkraba?-spytał delikatnym głosem.
  -Jeszcze nie teraz, najpierw musimy pomóc Hiancie.
  -Odbiorę to jako obietnicę..będę czekał...

piątek, 19 kwietnia 2013

28.Z czasem tworzymy nową fikcję....

  Jak co ranek wstałam, ogarnęłam się i ruszyłam do pracy, lecz w głowie nie miałam nic innego jak myśli o Sasuke.
  Cały dzień przyjmowałam pacjentów ze względu na to że Hokage wczoraj trochę wypiła z Jiraiyą. Zajrzałam do jej gabinetu i nie wyglądała za ciekawie, miała niezłego kaca.
  -Wypij to-podałam jej przeźroczystą fiolkę z zielonym płynem.
  -Co to?
  -Lek na kaca. Szybciej Ci przejdzie. Mam zamiar na noc wrocić do domu a z taką ilością pacjentów się nie wyrobię.
  -Z czego to zrobiłaś? Nie zatruje się?-ledwo mówiła pocierając się po czole.
  -Ostropest Plamisty ,Silybum marianum L. Gaertner. Zrobiłam z niego utarty lek który rozpuściłam ale również można go spożywać w formie zwykłej herbaty. Jednak opcja herbaty pomaga tylko na małe bóle.
  -Próbowałaś już tego?
  -Kiedyś tak, teraz nie piję więc mi to nie potrzebne.
  -Czasami trzeba się odstresować. A poprzez alkohol łatwo do tego dochodzi. Sakura, wyluzuj chociaż raz. Ciągle pracujesz, niedługo zamieszkasz w tym szpitalu. Jutro zrób sobie wolne.
  -Nie trzeba...
  -Sakura Haruno! To jest rozkaz od Hokage!
  -Hai.... A więc niech tak będzie...
  Około godziny 22:00 skończyłam swój dyżur i ruszyłam w stronę swojego domu. Po drodze niestety dopadł mnie Sai.
  -Sakura, czekaj!
  -Czego chcesz? Jestem zmęczona....
  -Nie jesteś zmęczona tylko przepracowana. Chodź zapraszam Cię na sake.
  -Naprawdę bym chciała ale...
  -Nie daj się prosić. Tylko trochę.
  W sumie nie było nic złego w tym że wyjdę z nim na sake. Trochę wypiję i wrócę do domu jak cywilizowany człowiek. Przytaknęłam mu głową i poszliśmy do baru obok Ichiraku Ramen.
  -Co podać? -zapytał uprzejmie kelner.
  -Dwie butelki sake. Litrowe. I jeszcze przekąski sushi.- powiedział Sai a kelner odszedł z zamówieniem.
  -Nie przesadzasz z tym sake? Jeden litr na jednego? Dla mnie to trochę dużo.
  -Spokojnie, nic Ci nie będzie...-lekko się uśmiechnął.
  No i stało się. sake bardzo szybko zadziałało, do końca nie  ogarniałam sytuacji. Wiem tylko że Sai właśnie prowadził mnie w stronę mojego domu trzymając mnie pod ramię bo troszkę się zataczałam.
  -Sai, dlaczego zeszliśmy z drogi? Do mojego domu jest w drugą stronę... O tam....-wybełkotałam.
  -Spokojnie Sakura-chan....-pogładził mnie dłonią po policzku.
  Nie powiem, było to nawet przyjemne, ale tak czy siak nie powinien tego robić. Tym bardziej że staliśmy w jakimś dziwnym zaułku skąd nie było żadnego wyjścia.
  Położył swoje dłonie na moich biodrach i się do mnie bardzo blisko przysunął .
  -Sai, co ty robisz? Przecież Ci mówiłam że nic z tego nie będzie...
  -A ja mówiłem że się nie poddam....- powiedział, po czym natarczywie wpił się w moje usta.
  Chciałam go odepchnąć,  ale przytrzymał mi twarz tak abym nie mogła jej od niego odsunąć, a moje ręce były zbyt osłabione aby go powstrzymać. Udało mi się na chwilę przesunąć twarz i w tym krótkim czasie głośno krzyknęłam z myślą że ktoś mnie usłyszy..... Sai posuwał się za daleko. Jedną ręką zjechał na moje pośladki a drugą zaczął mi rozpinać spodnie.
  -Sai! Co Ty jej robisz!-krzyknął ktoś z głównej ulicy patrząc w naszą stronę.
  W mgnieniu oka szatyn znalazł się w wielkiej stercie kartonów, po czym po patrzył złowroga na chłopaka i uciekł. Ja zaś opadłam na kolana i zaczęłam płakać.
  -Naruto....dziękuję.....-rozpłakałam się się jeszcze mocniej- Gdyby nie Ty on by mnie...
  -Już spokojnie Sakura, nie płacz - podszedł blisko mnie i wziął mnie na ręce- Zaniosę Cię do domu. Wiem że się pokłóciłaś za Sakuke ale.... powinnaś mu o tym powiedzieć. A tak na marginesie to znalazł sobie dom jest dosyć spory, większy od twojego.
  -No to fajnie, pewnie mu dobrze samemu...Ale proszę Cię nic nie mów Sasuke.. Jeszcze bardziej mnie znienawidzi..- łzy zaczęły  mi w zbyt szybkim tempie płynąć z oczy, nie mogłam tego opanować.
  Nic się nie odezwał, po prostu szedł w milczeniu. Gdy dotarliśmy do mojego domu grzecznie się pożegnał i mnie zostawił.
  Następnego ranka obudziło mnie ostre pukanie do drzwi. Okazało się ze to Sai.
  -Czego chcesz?! -krzyknęłam, lecz po dokładnym przyjrzeniu się mu...- co Ty masz na twarzy? I dlaczego przychodzi z tym do mnie?
  -Po pierwsze bo jesteś medic ninja... Po drugie..
  -Od tego jest szpi..
  -Nie przerywaj mi! Po drugie sam sobie tego nie zrobiłem. To wina twojego chłoptasia! Rzucił się na mnie z pięściami!
  -Co?! Z resztą nie interesuje mnie to! Wynoś się! Jak ma Ci ulżyć to pogadam z nim, pasuje?!
  -Na taką odpowiedź liczyłem.....Narazie.
  -Ta...
  Z domu wybiegłam jak burza. Zaszłam do Naruto po adres Sasuke i nie pukając weszłam do jego domu.
  -Co Ty do cholery wyrabiasz!? Co?!- podbiegłam i popchnęłam go w klatkę piersiową
  -O co Ci chodzi? W ogóle to wiesz że się puka? A jakbym chodził nago?!
  -Nie ruszyłoby mnie to! Powiedz mi w co grasz bo już Cię nie rozumiem! Dlaczego pobiłeś Saia?! Wiesz jak on teraz wygląda?!
  Od tego krzyczenia lekko zakręciło mi się w głowie. Tym bardziej że wczoraj sporo wypiłam.
  -Zasłużył sobie na to! Nie ma prawa Cię tknąć!
  -Po prostu nie myślał racjonalnie! Kto Ci o tym powiedział?!
  -Nie krzycz na mnie bo ta rozmowa zaraz się skończy....
  -Łatwo Ci mówić- przyciszyłam trochę głos.
   -Od razu lepiej.... Co do pytania, to Naruto mi powiedział. Chyba nie myślałaś że mi o tym nie powie...
  -Cholerny Idiota...
  -Nie idiota, dobrze zrobił.
  -No dobrze! Powiedział Ci ale nie musiałeś go od razu bić.
  -Nie mogłem się powstrzymać.  I jak Ty możesz go bronić!On chciał Cię zgwałcić!
  -To przez alkohol...
  -Przestań się oszukiwać... Jak możesz jeszcze stawać w jego obronie!
  -Po prostu! Bo wiem że taki nie jest!
  -Jesteś najbardziej irytującą osobą jaką znam!!!
  Nie wiem dlaczego ale te słowa podziałały na mnie jak kubeł zimnej wody .
  -Irytująca.....- gdy to mówiłam po policzku ściekła mi jedna samotna łza- No tak, w końcu ja zawsze byłam irytująca....
  -Sakura, nie chciałem tego powiedzieć....Przepraszam...-chciał mnie przytulić lecz się odsunęłam.
  -Nie przepraszaj.... ja po prostu już wiem co o mnie sądzisz. Żegnaj Sasuke. A najlepiej wykasuj mój numer ...lepiej żebyśmy nie mieli ze sobą kontaktu...
  -Sakura, co Ty mówisz.... Ja nie chciałem....
******************************************************
  Nie słuchała mnie. Najzwyczajniej na świecie odwróciła się i wyszła z mojego mieszkania. Chciałem ją zatrzymać lecz gdy chwyciłem ją za rękę to mnie mocno odepchnęła. Jednak nie mogę jej tak zostawić.  Mam pełno czasu, mogę ją obserwować, chronić ją z daleka.... Wystarczy żeby tylko była w zasięgu mojego wzroku...



wtorek, 16 kwietnia 2013

27.

  -Sasuke! Wstawaj! Ile można spać!
  - Nie wrzeszcz, głowa mnie boli!
  -Pomyślałam o tym. W kuchni na stole masz tabletkę, weź ją. Ja muszę już iść.
  -Co? Zostawiasz mnie samego?!- wyskoczył z łóżka lecz od razu się zachwiał i upadł na nie z powrotem.
  -Mam prace w szpitalu. Nie jesteś już małym dzieckiem poradzisz sobie..narazie!
  Jeszcze coś za mną krzyczał ale zignorowałam go.  Musiałam skupić się na robocie, mam sporo zaległości a chcę się jak najszybciej z tym uporać. No i jeszcze pozostała mi sprawa z całym Akatsuki. Muszę im wysłać ANBU z wiadomością aby przybyli na parę dni.
  Weszłam do swojego gabinetu i wzięłam się za pracę, lecz nie dane mi było posiedzieć w spokoju bo właśnie wszedł do mnie Sai.
  -Sakura, musimy pogadać.
  -O czym? I dlaczego jesteś taki poważny?
  -Bo to jest poważna sprawa.
  -No to mów.
   -Kocham Cie.
  -Nooo...pewnie...Chwila! Że co?! Odbiło Ci?! Czemu mi wyjeżdżasz z takimi rzeczami a na dodatek gdy jestem w pracy!
  -Chciałem Ci to powiedzieć tego samego dnia kiedy zniknęłaś. No ale teraz jest tan twój  Sasuke. Ale wiedz że będę o Ciebie walczył. W końcu i tak mnie wybierzesz.
  -Sai....-poklepałam go po ramieniu- Bardzo Cię lubię....ale nie mogłabym z Tobą być....zrozum to...
  -Teraz tak mówisz. Niebawem zmienisz zdanie. No to do zobaczenia!
  Podszedł i delikatnie pocałował mnie w usta. Nie wiedziałam co zrobić, nawet nie pomyślałam o tym żeby go odepchnąć, byłam w zbyt wielkim szoku.
  Nie zdążyłam nawet mu nic powiedzieć bo już go nie było. Zszokowana powróciłam do wypełniania papierów, lecz znów ktoś wszedł do mojego gabinetu.
  -Ile do cholery jasnej....!-zaczęłam się wściekać-!!....Ah, Hinata?! I Idiota....
  -No wiesz Sakura-chan- chłopak udał że posmutniał.
  -Gomen, ale nie zważając na twój wiek nadal uważam Cię za idiotę.
  -Nie masz serca....
  -Tak, wiem ....ale co was do mnie sprowadza?
  -Bo Hinatka chciała się przebadać!- Uzumaki od razu sie ożywił.
  -A co Ci dolega?
  -No bo ona...!
  -Naruto!- uderzyłam chłopaka z pięści w czubek głowy, na co Hinata się wzdrygnęła- Pytam się jej a nie Ciebie! Siedź przez chwilę cicho!
  -Hai....- powiedział prawie płaczącym głosem- Ale nie musiałaś tak mocno....
  Zignorowałam go i z powrotem zwróciłam się do ciemnowłosej.
  -A więc? Co Ci dolega?
  -No bo ja....bo my....
  -Hinata, jeżeli tego nie wydusisz z siebie to nie będę potrafiła Ci pomóc.
  -No bo....
  -Hinatka chciała powiedzieć że.....No bo wiesz, wczoraj pierwszy raz to robiliśmy i Ona się boi że  jest w ciąży- odpowiedział za dziewczynę blondyn zasłaniając głowę rękoma.
  Lekko się zaśmiałam, co trochę ich zdezorientowało.
  -Eh, usiądźcie.
  Wykonali posłusznie polecenie po czym zaczęli mi się uważnie przypatrywać.
  -To jak Sakura-chan, pomożesz nam?- spytał Naruto.
  -Mogę wam powiedzieć jedno. Jeżeli robiliście to wczoraj to nie ma szans aby dzisiaj stwierdzić czy Hinata jest w ciąży . Odczekajcie z dwa tygodnie i przyjdźcie do mnie. A Ty Naruto, używałeś jakiegoś zabezpieczenia?
  -Eeee, nie....
  -Więc jest 50% szans że będziecie mieli dziecko, więc w razie czego to przykro mi Idioto ale będziesz musiał dorosnąć do roli tatusia.
  -Ekstra!
  -Dziecko to nie zabawka! Trzeba je wychować!Musi brać z kogoś przykład! Z Hinaty na pewno, bo jest rozsądna, ale ty jesteś kretynem!
  -Hai hai. Ja kocham dzieci.
  -Nie wątpię....To wszystko na dzisiaj, widzimy się za dwa tygodnie. Do zobaczenia.
  -Dziękuję Sakura- powiedziałą Hyuuga i wycofała się z pokoju a za nią Naruto.
  -Boże kiedy ten chłopak zmądrzeje....-szeptałam do siebie.

  Pracę skończyłam późnym wieczorem. W mojej głowie wciąż kłębiły się myśli wokoło pocałunku Saia.
  Weszła do domu i wyciągnęłam z lodówki jogurt naturalny do którego dosypałam mussli. Cały czas myślami byłam przy tamtej sytuacji. Jednak musiałam coś zrobić... Coś co nie było łatwe.
  -Nad czym tak myślisz?- spytał Sasuke siadając koło mnie na kanapie.
  -Ja? Nad niczym konkretnym.....
  -Widzę że coś się dzieje... No ,mów.
  -No bo...
  -Bo co?
  -Eh, po prostu ktoś mnie pocałował....
  Zauważyłam ze wszystkie jego mięśnie się napięły. To że był zdenerwowany to mało powiedziane.
  -Kto to taki? Masz mi powiedzieć.
  -Aj, nieważne. Sama załatwię tą sprawę.
  -Chyba sobie żarty stroisz! Odepchnęłaś go chociaż?!
  -Nie, bo byłam praktycznie sparaliżowana.... To mnie zdziwiło...
  -No to pięknie.....-wstał i zaczął chodzić w kółko.
  -Ale to nie moja wina, zrozum to!
  -Winny się tłumaczy! Czy Ty w ogóle coś do mnie czujesz?!
  -Tak! Ale jak mam Ci to udowodnić skoro nie chcesz mi wierzyć na słowo!
  - Hmmm... w sumie to jest jeden sposób.
  -Jaki?
  -Prześpij się ze mną. Wtedy Ci uwierzę.
  -Co?! Nie ma mowy! Mówiłam Ci że nie chce tak, ja chce trochę poczekać!
  - Widzisz? gdybyś mnie kochała to byś się zgodziła....
  - Zależy Ci tylko na tym żeby się tylko ze mną przespać! Pewnie gdyby byłoby już po, to byś już nawet słowem o tym nie wspomniał bo już byś dostał to czego byś chciał!
 -Nie zależy mi tylko na seksie! Ale chciałbym po prostu....Nie wiem! Strasznie mnie pociągasz i pewnego dnia już się nie opanuję i wezmę Cię siłą, a tym samym wyrządzę Ci krzywdę. Dlatego tak nalegam!
  -Jasne.....dobra idę spać, nie chce mi się o tym gadać.... Dobranoc.
  -Czekaj...!
  -Co znowu? Już mnie wystarczająco wkurzyłeś!
  -Nie wrzeszcz na mnie!
  -Będę robiła co zechcę! Narazie!
  -Ekstra, super! Wyprowadzam się, kiedy miną ci humorki to do mnie zadzwoń i mi powiedz. Nie chcę ciągle słuchać jaki to ja jestem...
  -Gdzie pójdziesz?
  -O to się nie martw. Może w końcu powinienem sobie znaleźć mieszkanie...
  Zamurowało mnie. Sasuke miałby już ze mną nie mieszkać? Ale dlaczego? To nie może tak być!lecz rozsądek mówił coś innego...
  -No i proszę bardzo. Jak Ci aż tak się tutaj nie podoba to proszę bardzo, mieszkaj sobie gdzie indziej!
  -To chyba najrozsądniejsze wyjście , odpoczniemy od siebie i przynajmniej Cię nie skrzywdzę...- te ostatni słowa wypowiedział prawie że pod nosem więc ich nie usłyszałam.
  Wziął tylko kurtkę i wyszedł w noc nawet się nie żegnając.  Chciałam za nim pobiec, lecz duma kazała mi zostać w domu...
 

 

sobota, 13 kwietnia 2013

26.

Ogolnie to dlugo nie pisałam bo mialam w szkole do pozaliczania 4 sprawdziany i 5 kartkowek. Ale reaktywuje swoje pisanie.

 Jeżeli docieniacie to co piszę to proszę abyście zostawili jakiś komentarz, to motywuje.!



A TERAZ OPOWIADANIE:
*******************************************************************

  -Skoro chciałeś ze mną porozmawiać, zapewne nie jest to błaha sprawa-powiedział Nara siadając na łóżku.
  -Jak zawsze wszystko wiesz.... Bo chodzi o..
  -TenTen, nieprawdaż?
  -Tak....Od tamtej misji zmieniła się,jest chłodniejsza dla mnie. Jak proponuje jej pomoc to mi odmawia. Boi się nawet przy mnie przebrać. Mówi że nie lubi bandaży...ale przecież to tylko kawałek materiału.
  -Jak zwykle jesteś nie kumaty...-westchnął Shika.
  -To mi powiedz czego nie rozumiem!
  -Sam to powinieneś zauważyć. Ja Cię mogę tylko nakierować...
  -Dobre chociaż to...
  -Jak wrócicie do domu, powiedz że chcesz się z nią kochać.
  -Co?!-zaczerwienił się Neji- A co to ma wspólnego z jej zachowaniem?!
  -Po prostu to zrób, jasne? Jesteś wkurzający....
  -To dziwny pomysł...ale zaufam Ci. A jeżeli to coś pogorszy to będę Cię obwiniał o to do końca życia!
  -Hai hai, a teraz chodź do reszty.


**********************************************************

  -Shika!-blondyna rzuciła się mu na szyję całując w policzek i radośnie się przy tym uśmiechając.
  -Nie było mnie chwilę a Ty już jesteś pijana.
  -Nie wiem o czym mówisz kochanie.
  Jak na komendę spojrzał na nią z niedowierzaniem. Jego Temari nigdy by do niego tak nie powiedziała, lecz widać alkohol robił swoje.
  -Ah, usiądź upierdliwa babo bo zaraz coś wywiniesz. Masz więcej nie pić.
 -Chyba żartujesz! Oblewamy powrót Sasuke! Poza tym prawie wszyscy są wstawieni. Gdybyś nie wyszedł z Nejim to też byś tak wyglądał!
  Rozejrzał się na około.Temari mówiła prawdę. Każdy był pijany. Neji aby nadrobić zaległości pił kieliszek za kieliszkiem. Jedynymi trzeźwymi osobami był on i Sakura która ogarniała całą sytuację i pilnowała żeby nikomu nie stała się krzywda.  Mimo to bawiła się świetnie.
Nie czekając dłużej poszedł w ślady Nejiego. Mimo że miał silną głowę, alkohol szybko zakręcił mu w głowie.
  -Zagrajmy w butelkę!-krzyknęła Ino wchodząc na stół.
  -Znasz tylko ta zabawę? Na imprezie u Naruto też ją zaproponowałaś- naśmiewał się Kiba za co dostał kuksańca od Kankurou.
  -Nie podobało Ci się?-spytał chłopak z Suny.
  -Nie! Bo nie było mojej Hanabi!-przytulił do siebie dziewczynę na co Neji troszkę zesztywniał.
  -No to teraz tu jest, więc możesz zaszaleć!
  -Taki mam zamiar!
  -Kiba!-z końca stołu odezwał się Neji - Wiesz czego Ci nie radzę robić...ona ma 16 lat...
  -Spokojna głowa. Nic jej nie zrobię póki sama nie będzie chciała.
  -Ty idioto! Póki nie ma skończonych 18 lat nie możesz jej tknąć, rozumiesz?!
  -Neji-niisan! Sama będę decydować co mam ze sobą zrobić. Już nie jestem malutką dziewczynką!
  -Masz szesnaście lat! Jesteś jeszcze....!
  -Neji! Wyluzuj! -krzyknęła TenTen- niech sama zdecyduje.
  -Ale..
  -Nie udawaj niewiniątka! My zaczęliśmy uprawiać seks jak mieliśmy po 15 lat!
  Miny zgromadzonych były nie do opisania. Dziewczyny patrzyły się z wielkim zdziwieniem,a chłopacy jakby Neji był ich bóstwem. Jednak cała ta sytuacja nie rozbawiła go, wręcz przeciwnie, strasznie się zawstydził a jego twarz zrobiła się purpurowa.
  -No proszę i to Ty mnie pouczasz-powiedział Kiba ze śmiechem.
  - Aj zamknij się...- opadł na krzesło.
  -Neji! jesteś bossem!-krzyczał Uzumaki razem z Sasuke, dzięki czemu poprawili mu humor- jesteś naszym guru!
  -Dobrze wiedzieć..
  Rumieniec z jego twarzy zeszedł ale nadal czul się zawstydzony i to jeszcze przez własną dziewczynę!
  -Wypijmy za Nejiego!-krzyknął Kiba podnosząc kieliszek w górę, powodując że reszta zrobiła to samo.
   Nikt z osób nie bawił się źle. Zagrali parę razy w butelkę, trochę popili i zebrali się do swoich domów. Co prawda chcieli pomóc Sakurze sprzątać ale im odmówiła.
  *******************************************************
    -Nie jest tak źle-powiedziałam do siebie- Szybko się z tym uwinę.
  -Pomóc Ci?- zaproponował Sasuke wychylając się zza ściany.
  Było widać ze jest wstawiony.
  -Nie dzięki, w twoim stanie jedynym co powinieneś zrobić jest położyć się spać.
  -Nie chce mi się spać ale....Ej czemu masz na sobie takie skąpe ubranko co?
  -No raczej że mam dużo do sprzątania i nałożyłam stare dresy żeby nie sprzątać w sukience.
  -Fajne te dresy, to prawie jakbyś była naga- lubieżnie się uśmiechnął- Czyżby to była jakaś propozycja?
  Co prawda ubranie było bardzo zniszczone. Króciutkie spodenki w których lekko było mi widać pośladki i biała bluzka na cienkich ramiączkach sięgającą ledwo za piersi...mogło to wyglądać prowokująco, ale dla mnie to nie była żadna nowość.Nie pomyślałam o odczuciach Sasuke...
  Nie zdążyłam wypowiedzieć nawet jednego słowa a jego usta już spoczywały na moich. Byłam tak otumaniona że nawet nie zauważyłam kiedy przycisnął mnie do ściany.
  - Sasuke-kun....C-Co ty robisz?-próbowałam się wyrwać.
  Nie miałam nic przeciw całowaniu lecz ona posunął się za daleko. Jedną ręką zszedł na mój pośladek  a drugą blokował moje ręce trzymając je w górze i zaczął całować moją szyję.
  -Przepraszam ale już się nie powstrzymam....Nie bądź zła...
  -Ale ja nie chce..... Auć!
  Sasuke dość mocno przygryzł mój płatek ucha. Nie zważał na moje protesty, zaczął mi robić malinkę na szyi co mi się nie podobało. Co by powiedzieli inni gdyby to zobaczyli? Przecież ja pracuje!
  -Przestań, jak ktoś to zobaczy...!
  -To będzie wiedział że jesteś moja....-szepnął mi do ucha.
  -Baka....!
  W jednej chwili poczułam jak uścisk Sasuke się rozluźnia.  Jego głowa opadła na moje ramię a reszta ciała oparła się na mnie bezwładnie. Zasnął....

****************************************************************


  -Dlaczego jeszcze nie spisz? Nie musiałeś na mnie czekać.-zdziwiła się TenTen, bo Neji zawsze zasypiał zanim ona wyszła z łazienki.
  -Bo chciałem na Ciebie poczekać.
  Westchnęła i nic nie odpowiedziała.Ułożyła się wygodnie na łóżku i przykryła kołdrą.  Odwróciła  się w stronę bruneta aby go zobaczyć lecz on już usadowił się tuż nad nią.
  -Co ty robisz? I dlaczego na mnie siedzisz?
  -Chcę Cię....
  -Co Ty wygadujesz...
  -Chcę się z Tobą kochać.
  -Nie.
  -Dlaczego?!-oburzył sie- Daj mi jakąś sensowną odpowiedź.
  -No bo..... bo nie jestem jeszcze w pełni sił...
  -Dzisiaj rano powiedziałaś ze świetnie się czujesz.
 -Zmieniłam zdanie....
  -To nie jest wytłumaczenie.-sięgnął ręka do zapięcia jej koszuli nocnej.
  -Nie!!! -krzyknęła i wybiegła z łóżka stając na środku pokoju.- Nie rób tego!- z jej oczu poleciały słone łzy.
  -TenTen....co się  Tobą dzieje... Zrobiłem coś nie tak? Dlaczego płaczesz do cholery!
  Pokiwała tylko głową, dając mu znać że nic nie zrobił.
  -Więc o co chodzi? Jak nie będę nic wiedział to nic nie będę mógł zrobić- podniosłem się i chciałem do niej podejść.
  -Nie zbliżaj się!- oddaliła się jeszcze bardziej.
  Zamurowało go. Nie chciała żeby choćby do niej podszedł. Coś musiało ją dręczyć coś bardzo poważnego.
  -B-boję się Ciebie stracić N-Neji..-wyjąkała przez łzy- ...ale wiem że to i tak się stanie...
  -Co ty mówisz..?
  -Nie przerywaj mi....Chodzi o to ..że ja nie chcę.... żebyś się mną brzydził ...żebyś się zmuszał do czegokolwiek...-spuściła głowę na dół.
  -Ale dlaczego miałbym się brzydzić i zmuszać?- ponownie próbował podejść lecz ona się odsuwała za każdym razem gdy to robił.
  -Nie oszukujmy sie..moje ciało nie jest już takie samo. Zostanie mi blizna, nie da rady jej wyleczyć. Będę miała wielką szramę na piersiach do kończ życia...
  -I to Cię martwi? Przecież mi nie zależy na...
  -Teraz tak mówisz!-ogarnęła ją furia- Jak wyzdrowieję nawet nie będziesz chciał na mnie patrzeć ! Będziesz się mną brzydził! Nie mów że tak nie będzie bo doskonale wiem co wtedy będziesz o mnie myślał!- chwyciła koszulę od piżamy i zerwała ją z siebie, po czym odwinęła bandaż który zakrywał jej piersi.
  Neji zrozumiał o co jej chodziło. Przez całą długość piersi przeciągała się gruba szkarłatna rana. Osadzona była w połowie górnej części piersi, przecięcie które tam miała sprawiało iluzję jakby piersi nie należały do reszty ciała lecz zostały przyszyte..To że zostanie blizna było nieuniknione. Jednak on nie czuł do tego  żadnej niechęci...
  -Widzisz? nawet teraz nie jesteś w stanie nic powiedzieć....
  -TenTen.....Nie wiem co sobie uroiłaś...ale kocham Cię taką jaką jesteś- podszedł bliżej lecz ona się odsuwała.
W końcu trafiła na ścianę, co dało chłopakowi możliwość bliskiego podejścia do niej. Popatrzył w jej zapłakane oczy i oprał głowę na jej ramieniu mocno ją do siebie przytulając. Stali tak przez chwile po czym puścił ją i spojrzał na jej nagie piersi. Zniżył twarz do ich poziomu i z delikatnością zaczął obsypywać pocałunkami ranę zdobiącą jej krągłości.
  -Neji, co ty robisz...przestań! Wiem że się zmuszasz...ja.....!
  Chłopak podniósł głowę i ponownie popatrzyl jej w oczy po czym przysunął swoje usta do jej ucha....
  -Nie płacz TenTen..-gładził ją dłonią po plecach
  -Ale.... gdyby nie ta blizna to byś się do mnie nie zniechęcił...-mówiła pod nosem.
  -A czy ja wyglądam jak ktoś kto się do Ciebie zniechęcił? Czy Ty w ogóle słuchałaś co ja do Ciebie przed chwila powiedziałem?
  -Ż-że kochasz mnie taką jaką jestem...
  -Właśnie....
  -No ale ta rana jest okropna! Jak się zagoi to będę miała bliznę i...!
  -Ciii- przyłożył jej palec do ust- teraz przestań płakać i wsłuchaj się w to co chcę Ci powiedzieć dobrze?- otarł jej palcem łzy ściekające po policzku.
Kiwnęła głową w geście zrozumienia i się wyciszyła.
  -Już Ci lepiej?
  -Tak..... Ale nadal....będę miała ta bliznę i.....
  -TenTen do cholery!- nerwy mu puściły lecz szybko się opanował-Zrozum że jak dla mnie możesz mieć tysiąc takich blizn! Możesz być nimi nawet cała pokryta! A wiesz dlaczego?Bo to nic nie zmienia! Wciąż jesteś moją Tenten.... Nie przeszkadza mi ta blizna, nie jestem z Tobą z powodu twojego ciała, chociaż przyznam ze masz je nieziemskie..- gdy to powiedział brązowowłosa zaśmiała się cicho, lecz nie ze zdenerwowania czy złości, a z radości- Jesteś osobą którą kocham, rozumiesz?
  -Hai....-mocno wtuliła się w jego tors a on ją mocno przytulił.
  -Cieszę się że to zrozumiałaś... Chodźmy spać...-wziął ją na ręce po czym położył w łóżku i podał górę od piżamy.
 Wzięła ją i odrzuciła  w kąt pokoju.
  -Co ty....!
   Chwyciła chłopaka za rękę i pociągnęła w swoja stronę powodując tym samym że zajmował taką samą pozycję jak wtedy gdy powiedział że chce się z nią kochać.
  -Chyba coś chciałeś, prawda?
  -W sumie to był plan Shikamaru, żeby dowiedzieć się o co chodzi... No ale jeżeli chcesz to...
  -Co takiego?!
  - Aj mniejsza o to, kiedyś Ci powiem....
  -Co?! Ale nie! Ja chcę..!
  -Przycisz się w końcu!- wpił się nachalnie w jej usta i przerwał jej zdanie.
  Nie odepchnęła go tylko się zatopiła w jego pieszczotach...W pieszczotach mężczyzny którego kochała ponad wszystko..
 

wtorek, 9 kwietnia 2013

25.

  Późną nocą byliśmy już w wiosce. Tak jak zostaliśmy poinstruowani, pierwszą rzeczą jaka zrobiliśmy, było odwiedzenie Hokage.
 Delikatnie zapukałam w drzwi i weszłam, a za mną Sasuke.
  -Hokage-sama....-powiedziałam niepewnie do kobiety drzemającej przy biurku.
Nie reagowała więc podeszłam i ją lekko szturchnęłam...Jak na zawołanie otworzyła oczy i podskoczyła w górę ze złowrogim wyrazem twarzy, lecz jak nas zauważyła na jej twarzy zagościł lekki uśmiech.
  -A więc jesteście. Jest san  środek nocy, zapewne jesteście zmęczeni....Sakura...-zwróciła się do mnie- Klucze od twojego mieszkania są u mnie, więc zaraz Ci je dam. A co do Ciebie Sasuke...-podeszła i poklepała go po ramieniu- Cieszę się że Cię widzę. Już się nie mogę doczekać miny Naruto jak Cię zobaczy.
  Posiadacz sharingana tylko lekko westchnął mierzwiąc sobie przy tym lekko włosy z tyłu głowy. Widocznie trochę się zmieszał, gdy Tsuande wspomniała Uzumakiego. Pewnie denerwuje się spotkaniem z nim.
  Hokage oddała mi klucze i ruszyliśmy w stronę  mojego domu.
  -Jeszcze chwilkę i będziemy na miejscu. Nie mam drugiego łóżka, więc prześpię się na kanapie a ty w moim pokoju.
  -Spokojnie, kanapa mi w zupełności wystarczy.
  -Jesteś moim gościem, więc powinnam dbać o twoją wygodę, a nie moją.
  -Skoro chcesz o mnie dobrze dbać...to śpij ze mną. Wtedy będzie dla mnie najwygodniej.
  -Tego nie mogę zrobić! Nie jesteśmy oficjalnie parą. Wyobraź sobie że ktoś nagle wpada i zastaje nas w takiej sytuacji, nas dwoje w jednym łóżku. Mógłby sobie coś źle pomyśleć.
  -Masz trochę racji, chociaż pewnie sami się już domyślili że jesteśmy razem. Hokage na pewno pokazała im twój list, więc wiedzą na czym stoimy.
  -Wiem, ale ja nie chcę ryzykować...To tu mieszkam- wskazałam na średniej wielkości domek z okazałym , dobrze zadbanym ogródkiem i werandą przy  wejściu- Tu mieszkam...
  -Ładne miejsce.. I ta wielka wiśnia. Widocznie masz sentyment do swojego imienia. Czyżby samouwielbienie?- prychnął w moją stronę.
   Właśnie tej strony Sasuke nie lubiłam....Tego jak prychał, kpił, czy wyzywał drugą osobę,lecz było to znośne. Odkąd sobie wszystko wyjaśniliśmy już nie gra przede mną takiego złego.
  Weszliśmy do domu i się rozgościliśmy. Na początek wzięłam kąpiel, co Sasuke zrobił też z miłą chęcią po mnie. On jak to on który zawsze był bezwstydny wyszedł w samych bokserkach mimo iż dałam mu szlafrok do nałożenia., jednak po moim długim gadaniu w końcu go założył.
Szybko zasnęłam, byłam zmęczona podróżą a jutro pewnie wszyscy będą się chcieli zobaczyć z naszą dwójką.
***********************************************

  -TenTen, podać Ci coś?
  - Nie dziękuję ,poradzę sobie.
  -Nie powinnaś się przemęczać.
  -Tak, ale czuję się o wiele lepiej.
  -Ty się tak czujesz, lecz nie twoja rana. Musisz uważać żeby ci się ponownie nie otworzyła.
  -Wiem.. z resztą nie chcę o tym gadać.... No i nie mogę ciągle na Tobie polegać.
  -Wręcz przeciwnie. Jesteśmy ze sobą masę czasu...Chcę być dla Ciebie podporą a nie kimś bezużytecznym.
  -Ty nigdy nie jesteś bezużyteczny. Zawsze najpierw troszczysz  się o moje dobro.
  -Bo jesteś dla mnie najważniejsza...
  Dziewczyna lekko kiwnęła głową po czym opadła na poduszkę.
  -Neji...mógłbyś na chwilę wyjść?Chciałabym się przebrać..-poprosiła.
  -Jasne..Wiem że jesteś wstydliwa, ale ja Cię już wcześniej widziałem więc czemu nie możesz się przy mnie przebrać?
  -Nie chcę o tym rozmawiać. Nie lubię tych opatrunków....tych bandaży...
  -Niech będzie...jak skończysz to zawołaj mnie.
  -Jasne...
 **************************************************************


  Nadchodził wieczór. Dziwiłam się że nikt nie przyszedł nas odwiedzić, a już szczególnie Naruto.
Jak na zawołanie ktoś zadzwonił do drzwi. Nawet mi nie przyszło do głowy kto to może być. Zdziwiłam się gdy przed drzwiami zastałam wszystkich przyjaciół. ( Naruto i Hinata; Shikamaru i Temari; Kiba i Hanabi; Neji i Tenten; Ino i Kankurou; Gaara i Matsuri; Kiba i Hanabi)
  -Ohayo Sakura-chan!- krzyczał Naruto wchodząc do domu- A gdzie Sasuke?!- zaczął się norwowo rozglądać wokoło siebie.
 -Spokojnie, on tylko poszedł się przebrać.Siadajcie przy stole, zaraz dam wam coś do picia.
  -Nie martw się tym, przynieśliśmy troszkę " prowiantu "... W końcu trzeba to oblać- powiedział Shika podnosząc pojemnik z sake ku górze- Ale możesz zrobić coś do jedzenia.
  -Jasne. A właśnie Neji, TenTen, nie spodziewałam się ze przyjdziecie w końcu TenTen nie powinna się ruszać... ale jestem wam bardzo wdzięczna.
  -Oczywiście że musieliśmy tu być, Neji nie chciał odpuścić i żebym się nie męczyła przez całą drogę niósł mnie na rękach głupek jeden-zaśmiała się.
  -Marudzisz TenTen! Wypijesz sake i od razu staniesz na nogi!- krzyczał do niej Naruto na co wszyscy wybuchli śmiechem.
****************************************************************************


  -TenTen, jeżeli będziesz się źle czuła to mi powiedz... Wiesz że...
  -Neji! Nie chcę o tym gadać, jasne?-spojrzała na niego karcąco.
  -Jeju...Coś Cię męczy, widzę to...Przecież możesz mi powiedzieć.
  -Nie chce o tym gadać, zrozum.
  -Jak sobie chcesz...
******************************************************************************


  Sasuke wszedł do salonu i zapanowała chwilowa cisza, lecz po chwili wszyscy rzucili się na Uchihe i zaczęli go przytulać i całować. Po jego minie było widać że nie spodziewał się takiego obrotu sprawy...Przyglądając się bardziej, zauważyłam że lekko się uśmiecha, choć w duszy pewnie niesamowicie się cieszył.
  -No to wypijmy za zdrowie Sasuke!-ponownie udzielił się Naruto.
  -Ja nie mogę , ktoś musi potem po was ogarnąć- zadeklarowałam.
  -Ej!Sakura! -krzyknął na mnie oburzony Sasuke- Ze mną się nie napijesz?!
  -Będzie jeszcze mnóstwo okazji, dzisiaj odpuszczam.
  -O nie nie nie..-przyciągnął mnie do siebie i objął w pasie- Jeżeli się nie napijesz będę zmuszony pocałować Cię przy wszystkich!
  -UUUUUUU- wrzasnęli chórkiem.
  Nie spodziewałam się takiego zagrania ze strony Sasuke, ale patrząc po minach zgromadzonych, podobało się im to co powiedział. Nagle zaczęli krzyczeć gorzko, gorzko! ,
  -Sakurcia!- krzyknął Kiba  - ja bym na twoim miejscu wybrał buziaka!
  -I wiesz...nie krępuj się...-powiedziała cicho Hinata.
  Wszyscy lekko zdziwili się na jej słowa bo zawsze się wszystkiego bała. Widocznie przy Uzumakim się zmieniła.
  -Ok ok, więc chyba wybiore Sa......- przeciągałam- ...ke!- pokazałam przy tym język Sasuke, na co reszta zareagowała śmiechem.
  Chwyciłam kieliszek i wypiłam jego zawartość. Wszyscy usiedli do stołu a ja z dziewczynami podałam ciepłe dania i przekąski.
Zauważyłam że Neji i Shikamaru poważnie rozmawiają o czymś i nie byli tak wesoli jak reszta.
 -Chłopaki-powiedziałam cicho by tylko oni mnie usłyszeli- Jak chcecie o czymś pogadać i jest to ważne to idźcie do mojego pokoju, będziecie tam mieli ciszę i spokój.Wejście jest koło łazienki.- uśmiechnęłam się.
  -Dzięki Sakura...- powiedział Neji po czym obydwoje wyszli...